środa, 6 sierpnia 2014

Rozdział 36

Długo nie było nic nowego. Ja wiem, świetnie zdaję sobie z tego sprawę. I wiem, że powinnam była Was jakoś uprzedzić, przeprosić czy cokolwiek. Ale za każdym razem gdy odpalałam bloga miałam nadzieję, że wreszcie dodam ten cholerny rozdział. Nie jestem nim zbytnio usatysfakcjonowana, ale zbyt długo już z nim zwlekałam, więc w końcu ujrzał światło dzienne. Właściwie bardziej nocne, whatever. 
To nie jest tak, że znudził mi się już ten zespół i okazałam się być zwykłym sezonowcem. W dalszym ciągu darzę Gunsów ogromną miłością, ale... Chyba się wypalam. Potrzebuję przerwy i tym razem Was o niej powiadamiam ;)
Dziękuję, że mimo wszystko nie zapomnieliście tak całkiem o tym blogu. I z całego serca Was przepraszam.
Uff. To zapraszam do czytania w takim razie :D

******
Amy

- Zajebiście... No ale dzięki. - burknęłam, odłożyłam słuchawkę i opuściłam budkę telefoniczną. 
- I co? - Emily skrzyżowała ręce i zaczęła przestępować z nogi na nogę. 
- To samo co zwykle. - jęknęłam, podniosłam siatki z zakupami i ruszyłam przed siebie. Slash nie wracał do domu od paru dni, a już za chwilę święta. Obdzwoniłam kogo się tylko dało, pytałam czy może ktoś go gdzieś nie widział, ale nic. Zero. Kompletne gówno. 
- Może sam wróci... - brunetka zapaliła papierosa wieszając siatkę w zgięciu łokcia. 
- Nie traktuj go jak zwierzaka domowego, co? 
- Oj przestań. - uśmiechnęła się szeroko. - Jest dorosły, może sobie iść gdzie chce, kiedy chce i na jak długo chce, tak? 
- Tak, no ale się kurde martwię no. - kopnęłam puszkę po piwie, która stała mi na drodze i skręciłam w uliczkę prowadzącą do domu babci. - Em, wyciągnij mi klucze z tylnej kieszeni. 
- Mam Cię macać po tyłku? - dziewczyna zatrzymała się i spojrzała na mnie ponętnym wzrokiem.
- Tak, masz mnie macać po tyłku. W lewej. - dodałam, po czym lekko się wypięłam.
- No no, Amy, jak Ty mi takie propozycje dajesz, to grzechem byłoby odmówić... 
- Weź nie pierdol i wyjmuj te klucze. 
- Amy, wybierasz się gdzieś dzisiaj? - zaczęła się śmiać i podała mi paczkę kondomów. 
- To nie moje! 
- Jasne, oczywiście. Ale to w sumie dobrze, że się zabezpieczasz. Wiesz, teraz wszędzie są te choroby weneryczne. I dzieci oczywiście. Chociaż ciocią bym mogła być. - stwierdziła podając mi klucze.
- To nawet nie są moje spodnie. - zamyśliłam się obracając w dłoniach pudełeczko. 
- Jak to nie Twoje? - spojrzała na mnie podejrzliwie. 
- No... Pożyczyłam sobie od Izzy'ego. - zaśmiałam się krótko.
- No popatrz, kto by pomyślał, że taki z niego seksoholik. - spuściła wzrok.
Podniosłyśmy siatki z ziemi i weszłyśmy do środka. Położyłyśmy zakupy na blacie, zdjęłyśmy buty i kurtki i usiadłyśmy przy stole. Powoli przesunęłam wzrokiem po trzech ogromnych, wypełnionych po brzegi siatach. 
- Jak tak na to patrzę, to mam dość. 
- Bez pracy nie ma kołaczy! - wstała i zaczęła szybko wyjmować zakupy. - Chodź, zrobisz masę na ciasto. 
- Masę? Na ciasto? Ale... jak? - stanęłam obok niej i przyglądałam się jej ruchom.
- Boże, Amy, czy Ty kiedykolwiek robiłaś w kuchni coś więcej niż kanapki, naleśniki i gotowanie wody na herbatę? 
- Jajecznicę.
- No dobra... Gdzieś tam był przepis. - wyjęła dziwny zeszyt i zaczęła czegoś szukać. W końcu podała mi otwarty mniej więcej w połowie. - Tam po prawej masz składniki, a pod spodem sposób przygotowania. 
- To ja mam taką propozycję, że Steven Ci pomoże, a ja pójdę z Axlem po prezenty, hm? - uśmiechnęłam się wymijająco. 

2 godziny później, galeria handlowa

- No wyłaź już z tej przymierzalni łajzo. - trzymając stertę ubrań odsłoniłam zasłonkę. 
- Czy mój tyłek nie wygląda w tym grubo? - obrócił się dookoła, żebym mogła ocenić i spojrzał na mnie wyczekująco. Zaciągną sobie na dupę flagę Ameryki w postaci obcisłych slipek do połowy ud. 
- Wygląda zajebiście. 
- Jak zawsze. - uśmiechnął się szeroko do swojego odbicia. - Możesz mi je kupić na gwiazdkę. 
- Dobra, ściągaj je i idziemy dalej. - zasłoniłam go i ruszyłam w stronę pracownicy sklepu. Siedziała bezczynnie przed przymierzalniami i piłowała paznokcie. Rzuciłam na nią stertę ubrań i grzecznie podziękowałam za przemiłą obsługę. Uśmiechnęłam się pod nosem słysząc słowo "kurwa" dochodzące spod ubrań i podeszłam do stojaka z okularami przeciwsłonecznymi. 
- Na co komu okulary przeciwsłoneczne w grudniu? - mruknęłam sama do siebie, ale mimo to przymierzyłam czarne lenonki. Odwróciłam się słysząc Axla śpiewającego Here Comes The Sun Beatlesów.
- Kupić Ci je? - spytał podchodząc bliżej.
- A jak wyglądam?
- Slashowi się spodobasz. - uśmiechnął się serdecznie, zdjął mi okulary i poszedł zapłacić. Zaczekałam na niego przed sklepem, a następnie ruszyliśmy kupić jakieś prezenty reszcie osób.

godzinę później

- Dobra panie Rose, dzwoń pan po taksówkę! - przekrzyczałam przejeżdżający obok nas tir i postawiłam torby na chodniku.
- Skończyły mi się pieniądze, walimy z buta. - zakomenderował, zabrał mi siatki i ruszył przed siebie. Wściekał się kilka razy, gdy wiatr zdmuchiwał mu grzywkę na złą stronę, a on nie miał wolnej ręki by ją sobie poprawić.

Emily

- Steven, za dużo! - krzyknęłam wyrywając mu paczkę mąki z rąk.
- Przepraszam. - zrobił smutną minę, jednak po chwili się rozchmurzył, zabrał mi mąkę i zaczął rozsypywać ją po całej kuchni.
- Co Wy robicie? - do domu weszli Duff i Izzy taszczący pokaźnych rozmiarów sztuczną choinkę.
- Mąka wygląda jak amfetamina, co nie? A teraz spójrz - zakręcił się dookoła z wyciągniętymi rękami. - Wszędzie są góry amfetaminy!
- Stradlin chuju, rusz się do przodu bo marznę!
- No już, już... - ruszył wgłąb korytarza, jednocześnie wpuszczając Duffa do domu. Blondyn kopnięciem zatrzasnął za sobą drzwi i pchnął świąteczne drzewo tak, by przewróciło bruneta na podłogę.
- No co kurwa robisz! - wrzasnął próbując się wygrzebać zza sztucznych gałązek. - Emily, powiedz mu coś!
- Duff, mówię Ci coś! - krzyknęłam wycierając ręce w ścierkę i weszłam do salonu. - Przesuniecie tę kanapę bardziej w prawo, stoliczek wyniesiecie do piwnicy i przeniesiecie tutaj stół z kuchni, bo jest dużo większy. Potem Izzy pójdzie na strych po ozdoby choinkowe, a Ty Duff weźmiesz odkurzacz i sprzątniesz piach, który nanieśliście przy wejściu. Wszystko jasne?
- Nadal nie rozumiem po co to wszystko. - blondyn oparł się o komodę zdejmując ramoneskę.
- Pojutrze są święta.
- Nigdy nie obchodziliśmy świąt.
- W takim razie zaczniecie. - uśmiechnęłam się i wróciłam do kuchni, aby pomóc Stevenowi sprzątać amfetaminowy raj.

Axl

- Dobra, kurde, otwieraj te jebane drzwi! - wrzasnąłem wychylając się zza kartonowych pudełek z ozdobami choinkowymi.
- Złość piękności szkodzi, mój drogi. - Izzy wyprostował się uderzając głową w rurę i uchylił mi drzwi.
- Musiałeś być bardzo nerwowym dzieckiem, czyż nie?
Przeszedłem przez nie i postawiłem pudełka na podłodze. Odchyliłem nogą klapę w podłodze i wysunąłem drabinę. - Po kiego chuja drzwi na strychu?
- Masz? - Amy stanęła na dole i wysoko zadarła głowę. Podałem jej pudełka, a potem sam zszedłem na dół.
- Dlaczego tam do chuja są drzwi? - wskazałem ręką na strych.
- A bo ja wiem? Nie ja ten dom budowałam, nie czepiaj się. - mruknęła, odwróciła się na pięcie i chciała sobie pójść, ale złapałem ją za ramię.
- Co jest? - przez chwilę zwlekała z odpowiedzią patrząc mi w oczy.
- Axl, zanieś to na dół, co? - Izzy zabrał od Amy pudła i podał je mnie. Obrzuciłem ich wkurzonym wzrokiem ale zszedłem na dół. Będą się mną wysługiwać, konspiratorzy kurwa pierdoleni.

Amy 

- Cały czas o nim myślę i zastanawiam się co się z nim dzieje.
- Próbowałaś go szukać, tak? - położył mi rękę na ramieniu. - Może on nie chce, żeby ktoś go znalazł.
- Ale ja się martwię Izzy! - spojrzałam mu w oczy. - Planowaliśmy te święta już jakiś czas, miało być fajnie. - zamyśliłam się na chwilę. - A co jeśli on nie żyje? I leży teraz gdzieś zamarznięty?!
- Amy, nie panikuj! - potrząsną mną lekko. - Wpadasz w paranoję.
- Wiem. - przytuliłam się do niego.
- Zobaczysz, niedługo wróci do domu.
- Może ja się przejdę do Hellhouse?
- Jak chcesz. - pocałował mnie w czoło. - Uważaj na siebie bo dużo ćpunów i gwałcicieli się kręci o tej porze.
- Dobrze mamo. - uśmiechnęłam się i po chwili byłam już na ulicy. Szłam szybkim krokiem, prawie biegłam napędzana nadzieją, że Slash tam będzie. Nawet jeśli, to co ja mu powiem? Że się martwiłam? Że tęskniłam? Że mu wszystko wybaczam, byleby poszedł ze mną do domu? Czy to aby nie żałosne?
Drzwi jak zwykle były otwarte, ale w budynku paliło się światło. W myślach uspokajałam swoje serce, żeby przestało tak szybko bić. Weszłam do środka, w salonie grał mały telewizor, a na środku dywanu siedział Slash. Dookoła walały się puste butelki. Siedział tyłem do mnie, więc zauważył mnie dopiero, gdy dotknęłam jego ręki.
- Slash... - głos odmówił mi posłuszeństwa gdy na mnie spojrzał. Jednocześnie chciało mi się śmiać, płakać i wrzeszczeć ze wściekłości.
- Amy. - zerwał się na równe nogi i stanął blisko mnie. Chciał mnie przytulić. - Przepraszam. Już jest lepiej.
- Lepiej? Bo walnąłeś sobie w żyłkę, co? - odepchnęłam go od siebie. No, Amy, skąd w Tobie ta agresja? Dopiero co byłaś w stanie zapomnieć o wszystkim i się z nim przespać "na zgodę".
- Amy... - jego twarz przybrała wyraz bólu.
- Zbieraj się, pójdziemy do domu. - zostawiłam go w salonie i zaczekałam przed Hellhouse. W drodze powrotnej żadne z nas się nie odzywało i wypaliłam prawie pół paczki papierosów.
- Już jestem! - krzyknęłam wchodząc do domu i zdejmując buty. Spojrzałam na chłopaka zamykającego właśnie drzwi. - Zdejmij kowbojki, było odkurzane.
- O, Slash, wróciłeś! - Axl pomachał mu siedząc na kanapie w salonie. Chwilę potem przybiegł Steven i uściskał najpierw jego, później mnie i w drodze powrotnej do kuchni również Duffa. Usiadłam na kanapie obok kuzyna i pociągnęłam cztery duże łyki whiskey.
- Możemy pójść porozmawiać? - Mulat stanął przede mną i spojrzał błagalnym wzrokiem.
- Jest noc. Daj mi już dzisiaj spokój. Idź spać czy coś. - burknęłam.
- Pokażesz mi gdzie?
Westchnęłam głęboko, wstałam i poszłam z nim na górę. Wskazałam mu odpowiednie drzwi i chciałam wrócić na dół, ale on przyparł mnie lekko do ściany. Nie chciał zrobić mi krzywdy, po prostu mnie zatrzymał.
- Saul, puść mnie.
- Daj mi chociaż szansę się wytłumaczyć!
- Z czego? Z wyzywania mnie? Z uciekania z domu bez słowa? Z nałogu? - wysyczałam przez zęby, choć w głębi duszy chciałam go przytulić i płakać ze szczęścia, że wrócił. - Nie dzisiaj.
- Jutro?
- Jutro. - odwróciłam się i ruszyłam w stronę schodów.
- Tęskniłem. - powiedział, a następnie usłyszałam dźwięk zatrzaskujących się drzwi pokoju.
- Ja też. Nawet nie wiesz jak bardzo. - szepnęłam sama do siebie i po policzku spłynęła mi pojedyncza łza, którą natychmiast wytarłam w rękaw.

7 rano kolejnego dnia

Wyszłam spod prysznica i owinęłam się ręcznikiem. Spojrzałam na swoje wory pod oczami i przejechałam dłońmi po twarzy. Nieprzespane noce nie wychodzą mi na zdrowie, niestety. Włożyłam czarną bieliznę, leginsy w tym samym kolorze, białą bokserkę i szary, dużo za duży sweter z długim rękawem. Włosy owinęłam ręcznikiem i opuściłam łazienkę. W kuchni zaparzyłam sobie kawę i usiadłam przy stole. W najmniej oczekiwanym momencie przyszedł Slash. W samych bokserkach. Seksowny. Boski. Mój Slash.
- O tej porze zawsze śpisz. - powiedziałam na przywitanie i wlepiłam wzrok w kubek z czarną cieczą.
- Nie mogłem wczoraj zasnąć. - wyjął z szafki szklankę, nalał do niej zimnej wody i usiadł naprzeciwko mnie. - Ty też chyba nie spałaś.
Nie odpowiedziałam.
- Chciałbym przeprosić.
- Mhm. - mruknęłam intensywnie wpatrując się w parę nad kubkiem.
-Możesz na mnie spojrzeć? - spytał, lecz nie doczekał się mojej reakcji. Wstał i kucnął obok mojego krzesła, kładąc mi jednocześnie rękę na udzie. Spięłam się w sobie i przeniosłam wzrok na chłopaka. - Masz prawo być na mnie zła.
Prychnęłam cicho.
- Wiem, nie powinienem był się tak wtedy zachować. Za bardzo wziąłem do siebie słowa Duffa.
- To chyba wiemy już oboje. - szepnęłam.
- Nie powinienem był znikać na kilka dni bez słowa. - spojrzał mi w oczy czekając na jakąkolwiek reakcję, ale ja tylko słuchałam. - Amy, naprawdę tego wszystkiego żałuję. Wiem, że przeze mnie się złościłaś i martwiłaś. Proszę Cię, daj mi drugą szansę. Kochanie...
Kochanie... Pierwszy raz od dłuższego czasu usłyszałam od niego to określenie. O niebo lepsze niż "dziwka". Przygryzłam wargę, zsunęłam się z krzesła, usiadłam na nogach i złapałam go za dłonie.
- Slash, głupku. - odgarnęłam mu loki z twarzy. - Nie jestem na Ciebie zła.
Uśmiechnął się krzywo i pocałował moje dłonie.
- Po prostu się martwię.
- Nie masz już o co, naprawdę. - znów obdarzył moje dłonie pocałunkiem.
- Obiecaj mi jedno. - wysiliłam się na stanowczy ton. Musiałam wreszcie podjąć ten temat. - Pójdziesz się leczyć.
Jego twarz stwardniała, wypuścił moje ręce z uścisku i spojrzał na mnie jakby lekko przerażony.
- Widzę przecież, że masz problem z narkotykami.
- Nie mam żadnego problemu. To był jednorazowy wypadek. - wstał i z powrotem usiadł na swoim krześle. Podeszłam do niego kładąc dłonie na jego ramionach.
- Slash...
- Nie pójdę na żaden odwyk. Sama zobaczysz, że nie będę musiał. - spojrzał w kierunku schodów, po których ktoś właśnie schodził i ściszył swój głos do szeptu. - Zapomnijmy o tym na razie, dobrze? Święta są.
- Dobrze. - zgodziłam się i chciałam odejść, ale złapał mnie za rękę i posadził na swoich kolanach, po czym mocno przytulił. Uśmiechnęłam się mimowolnie. Tak bardzo mi tego brakowało.
Zza drzwi wychyliła się głowa Emily, sekundę później zniknęła i znów usłyszeliśmy skrzypienie schodów.
- To znaczy, że mi wybaczasz? - uśmiechnął się zadziornie.
- No nie wiem...
Pocałował mnie w szyję, następnie w ramię i obojczyk, zsuwając delikatnie mój sweter.
- A teraz?
- Mało przekonujący się zrobiłeś od ostatniego razu. - zaśmiałam się i objęłam jego twarz dłońmi. - Chodźmy do pokoju.
- Ależ oczywiście. -  zaniósł mnie na górę mimo moich głośnych protestów i zapewnień, że dam radę sama wejść po schodach, rzucił na łóżko, dokładnie zamknął drzwi i uśmiechnął się.

godzinę później

- Dobrze, że znów jesteś. - szepnęłam, oparłam głowę o jego tors i zaczęłam bawić się dłonią chłopaka. On zaś w tym czasie przeczesywał moje włosy. - Możesz mi powiedzieć gdzie byłeś?
- Nie chcesz wiedzieć. - zaśmiał się cicho.
- Slash?
- No?
- Podałbyś mi papierosy?
Zostawił moje włosy w spokoju i chwilę później podał mi paczkę czerwonych Marlboro i zapalniczkę. Podzieliłam się z nim i w pokoju zaczął unosić się szary dym.
- Zabieram Cię dziś wieczorem w jedno miejsce. - oświadczył nagle.
- Mam się jakoś ładnie ubrać?
- Dla mnie zawsze będzie ładnie.
Uśmiechnęłam się, wyszłam z łóżka i zaczęłam szukać bielizny.
- Widziałeś gdzieś moje majtki?
- Na parapecie.
- A stanik?
- Nie wiem. - przeciągnął się, wstał i założył bokserki. Schylił się pod łóżko, skąd wyjął poszukiwaną przeze mnie część garderoby.
- Wow, Slash, jakiś Ty ogarnięty. - cmoknęłam z uznaniem, ubrałam się i wyszłam z pokoju. Drzwi naprzeciwko otworzyły się i z pokoju wypełzł rozczochrany Axl. Miał na sobie jakieś różowe spodenki i zataczał się od ściany do ściany, póki nie wpadł na mnie.
- Ooops, przeprszam brdzo pnią. - wybełkotał, usiadł pod ścianą i zasną. Zawołałam go parę razu po imieniu, ale nie reagował, więc zostawiłam go w spokoju i zeszłam do salonu. Wskoczyłam na kanapę i dorwałam pilot, do którego właśnie próbowała się dostać Em.
- Oddaj to mała cholero!
- Tylko nie mała, okej?
- Co mały? Kto mały? - Duff wyjrzał zza drzwi lodówki.
- Nikt mały. - syknęła moja przyjaciółka, a następnie wyrwała mi z ręki przedmiot władzy i z satysfakcją rozsiadła się na poduszkach. Duffy położył się na oparciu i cała nasza trójka skupiła się na oglądaniu wiadomości.
- Mamy coś do jedzenia? - zagadnął wesoło Slash wchodząc do salonu. Uśmiech zszedł z jego ust zaraz po tym, jak zauważył blondyna. Wymienili ze sobą ostre spojrzenia, jednak żaden z nich się nie ruszył.
- Będziesz tak tu sterczał w samych gaciach?
- Jak coś Ci nie pasuje, to drzwi stoją otworem. - wskazał na wejście do domu.
- Ja się nigdzie nie wybieram. - burknął i z wielkim skupieniem zaczął wpatrywać się w ekran telewizora.
- Są kanapki z serem. - odpowiedziała Emily uśmiechając się lekko do gitarzysty.
- Na stole. - dodałam, puściłam do niego oko i uderzyłam blondyna w głowę, gdy Slash zniknął w kuchni.
- Za co?!
- Ogarnij dupę, co? Pogódź się z nim, są święta.
- Święta są jutro, a ja z nim już pogodzony jestem. - zaśmiał się.
- No właśnie widziałam. - powiedziałam lekko poirytowana.
- Wyluzuj maleńka, jeszcze dzisiaj będziemy razem pić. - objął moją głowę ramieniem i potargał włosy. Mam taką nadzieję, Duff. Mam taką nadzieję...





wtorek, 18 marca 2014

Rozdział 35

Przepraszam za taką długą przerwę.
Ale nie samym blogiem się żyje, nie? ;)
Musiałam poogarniać sobie parę rzeczy.
Ale już jestem i zapraszam do czytania C:

******
Amy 

- Kurwa, kpisz sobie? - McKagan stał przede mną w różowych, gumowych rękawiczkach i białym fartuszku. Wyglądał przeuroczo, serio. 
- Nie. 
- Czemu ja?! 
- Bo mi obiecałeś, pamiętasz? 
- Nie. 
- Pozwoliłam Ci leżeć w łóżku w zamian za posprzątanie domu przed świętami. - uśmiechnęłam się szeroko i wręczyłam blondynowi wiadro z mopem. - Możesz zacząć od umycia podłogi w łazience. 
- Kurwa... - nagle przed nami stanął Izzy. Nie ruszał się, tylko mierzył Duff'a wzrokiem. Po chwili przyszedł Slash, który popłakał się na widok żyrafy, następnie Steven błagający o możliwość przebrania się za wróżkę i Axl, który chciał nakręcić pornola z Duff'em sprzątaczką w roli głównej. 
- Was też to czeka. - rzuciłam do chłopaków i zeszłam na dół po resztę rękawiczek i fartuszków. 20 minut później byłam najbardziej znienawidzoną osobą w domu a po całym Hellhouse pałętali się sprzątający rockmeni. A ja? Ja siedziałam w dogodnym miejscu (czyt. na stole w kuchni) popijając ulubioną whiskey mojego chłopaka i czuwałam nad dokładnością porządków. 
- Nie każe nam sprzątać, co Axl? - warknął wkurzony Izzy, który właśnie skończył czyścić dywan. 
- Sprzątać, nie gadać! - krzyknęłam rzucając w niego kapciem. - Jak skończyłeś już z tym dywanem, to weź się za szorowanie kibla. - rudy zaśmiał się pod nosem. - Ty Axl zajmiesz się wyciąganiem włosów z odpływu w prysznicu.
- A może Ty też byś się ruszyła, co? - Rose rzucił we mnie ścierką, którą wycierał szafkę.
- Ej, jak chcesz mieć co jeść na święta to nie pierdol tylko sprzątaj. - odrzuciłam mu ścierkę, zeszłam ze stołu i zaczęłam wkładać buty.
- Gdzie idziesz?
-Zadzwonić z budki telefonicznej, bo KTOŚ rozjebał nasz telefon.
- To idę z Tobą. - zdjął fartuch i zaczął wkładać skórzaną kurtkę.
- Po co?
- Do sklepu sobie zajdę. - otworzył drzwi i wpuścił do domu lodowate powietrze. Założyłam kaptur na głowę i wyszliśmy na dwór. Nienawidzę zimy. Dobre tyle, że na razie śniegu nie ma.
- Dobra, to ja wrócę po Ciebie za 15 minut. - powiedział zatrzymując się przy budce.
- Axl, znam drogę powrotną. - spojrzałam na niego zdziwiona i próbowałam rozgryźć o co mu chodzi. - Nie jestem dzieckiem.
- No... Po prostu na mnie poczekaj. - odwrócił się na pięcie i szybkim krokiem ruszył przed siebie. Co to kurwa było?
Wrzuciłam monetę do automatu i wybrałam numer. Dwa sygnały.
- Słucham?
- Cześć kochana! - krzyknęłam prosto do słuchawki.
- Nie drzyj się idiotko. - Emily zaśmiała się cicho. - Co Wy macie z telefonem? Próbowałam się do Was dodzwonić jakieś 15 razy!
- Axl go rozwalił, nawet nie wiem czemu. W ogóle dziwnie się zachowuje, nie wiem o co mu chodzi. - zamyśliłam się na chwilę. - A czemu dzwoniłaś?
- No chciałam pogadać, dowiedzieć się co u Was... Michelle gdzieś spierdoliła.
- Co?!
- Wzięła się spakowała i już tydzień jej nie ma. Nie mam pojęcia gdzie mogła pójść.
- Teraz może być praktycznie wszędzie. Może trzeba zgłosić jej zaginięcie?
- A myślisz, że nie próbowałam?! - dziewczyna lekko się zirytowała. - Za każdym razem mówili, że potrzebny jest prawny opiekun Michelle, bo muszą coś tam wypełnić. A przecież ani matka, a już tym bardziej ojciec, nie przejmują się tym, że ich córka uciekła.
- Wiesz, może to i dobrze? Silna jest, da sobie radę.
- Nawet szkoły nie skończyła. - jęknęła.
- Może wróci. Ale wiesz co?
- No?
- Zaraz święta, przyleć do nas. Chłopaki się ucieszą i pomożesz mi w gotowaniu. - zaśmiałyśmy się obie.
- Ok, jutro postaram się być. To cześć.
- Do zobaczenia. - pożegnałam się i odłożyłam słuchawkę. Rozejrzałam się dookoła ale Axla nigdzie nie było. Włożyłam ręce do kieszeni kurtki i oparłam się o ścianę jakiegoś budynku.
- A kogo ja tu widzę? - usłyszałam głos i poczułam jak ktoś zdejmuje mi kaptur. Podniosłam głowę.
- Człowieku, gdzie jeszcze Cię nie było? - zaśmiałam się i przytuliłam chłopaka. - Cześć Baz.
- Mi też miło Cię widzieć Amy. - wygramolił się z uścisku i uśmiechnął szeroko. - Co tu robisz?
- Czekam na Axla. Wokalistę Guns N' Roses. - dodałam szybko.
- Wiem, kojarzę. Znasz go?
- Tak, mogę Ci nawet załatwić autograf. - prychnęłam i w tym samy momencie podszedł do nas Axl z dwoma butelkami w rękach.
- Już jestem. - powiedział i spojrzał na Sebastiana. - Axl jestem. Podałbym Ci rękę ale sam widzisz. - uniósł do góry butelki.
- Jasne, spoko. Sebastian.
- Amy, chodź już. A Ty - zwrócił się do blondyna - wpadaj do nas jak chcesz.
- Gdzie mam Was szukać?
- Hellhouse. Popytaj w klubach.
- Ok, dzięki. Do zobaczenia Amy. - uśmiechnął się i poszedł.
- Wow, Axl, jaki Ty potrafisz być uprzejmy. - wbiłam w niego szare oczy.
- Do kogo dzwoniłaś?
- A coś Ty taki ciekawski? - patrzył na mnie wyczekująco. - Do Emily. Jutro do nas przyleci i zostanie na święta.
- Ok. - ruszyliśmy wolnym krokiem wzdłuż ulicy nie odzywając się. Po 10 minutach odezwał się rudy wyrywając mnie tym samym z zamyślenia. - Ty wiesz, że ona się chyba nawet podobała Izzy'emu?
- Że Emily?
- No.
- On też jej się chyba podoba.
- Serio?
- Tak mi się wydaje.
- Kurwa, kolejnych zakochańców tylko brakuje w domu.
- Znajdź sobie kogoś i nie pierdol, ok? Wchodź już. - mruknęłam stając przed Hellhouse i otwierając drzwi. - Co Was tak długo nie było? My musimy harować a Wy się opierdalacie! - krzyknął stojący w korytarzu Steven.
- Yhy, bo uwierzę, że cały czas sprzątaliście. - posłałam mu rozbawione spojrzenie, zdjęłam buty i kurtkę i poszłam do kuchni. Spojrzałam na pozostałych chłopaków grzecznie siedzących przy stole i pijących kawę. Nadal w swoich fantastycznych strojach. - Zrobiłabym Wam teraz zdjęcie. To urocze. - zaśmiałam się całując Slash'a w usta.
- Ej, ja też chcę. - Duff zrobił smutną minę.
- To sobie chciej. - pokazałam mu język.
- Nie ma tak dobrze koleżko. - zadrwił mulat.
- I tak raz już z nią spałem.
- Co?
- Gówno. Spałem z Twoją dziewczyną. - powtórzył uśmiechając się zadziornie. - Zresztą nie tylko ja.
- No chyba Cię popierdoliło. - stanął przy stole mierząc blondyna ostrym wzrokiem.
- Duff, zamknij się! - również posłałam blondynowi groźne spojrzenia, za co oberwało mi się od Saul'a.
- Co to, kurwa, ma znaczyć?!
- Ej, ej, ej, spokojnie. - Izzy stanął między naszą trójką.
- Stary, nie bierz tego tak do siebie. Walnij sobie w żyłkę czy coś.
- Stul pysk skurwielu. - chłopak był gotowy rzucić się z pięściami na blondyna, a ja tylko stałam i patrzyłam, nic więcej.
- Slash, wyjdź! - Izzy zmusił mulata, by ten spojrzał na niego. - Idź. - i wyszedł. Po drodze splunął jeszcze w stronę McKagana ale poszedł. Tak po prostu. Nie wiem jak Izzy to zrobił ale najwidoczniej ma jakieś nadprzyrodzone zdolności.
- Co Ty odpierdalasz Duff?!
- To miał być żart. - mruknął zabierając się za alkohol.
- Żart. - powtórzyłam z pogardą. - Nie rozumiem Twojego poczucia humoru idioto. - rzuciłam szybko rezygnując z dyskutowania z chłopakiem, ubrałam się i wyszłam z domu. Znowu. Po przejściu kilku metrów wpadłam na jakiegoś chłopaka. A kto to oczywiście był?
- Sebastian, kto by się spodziewał.
- Gdzie idziesz?
- Nachlać się jak świnia i rzygać pół dnia. - uśmiechnęłam się krzywo.
- A zatem pozwolisz bym potowarzyszył Ci w podróży? - ukłonił się teatralnie.
- Tak, ale przestań. Ludzie patrzą.

godzinę później, Rainbow

- To powiesz mi teraz co się stało? - siedzieliśmy przy barze i piliśmy już kolejną kolejkę. Wszystko dookoła zaczynało powoli wirować.
- No wiesz, ja nie wiem co go napadło. Wiesz, Duff'a. Bo wiesz, on nigdy taki nie był i wiesz, tak nagle zachował się jak chuj. No wiesz, to dziwne, bo ja nawet nie wiem czy z nim wtedy spałam. Ale wiesz, nie rozumiem go. - wybąkałam z plączącym się językiem zupełnie bez sensu.
- No, Amy, wiem.
- Jeszcze jedną kolejkę. - machnęłam ręką na barmana.
- Jesteś pewna, że dasz radę? - spojrzał na mnie odgarniając włosy.
- Baz, ja bym nie dała? - posłałam mu pijacki uśmieszek, opróżniłam spory kieliszek i to by było na tyle.

Sebastian 

- Amy? Obudź się! - szturchnąłem śpiącą na ladzie dziewczynę, ale nic, zero jakiejkolwiek reakcji.
- Może lepiej zabierze pan swoją dziewczynę do domu.
- Co? - spojrzałem na barmana a potem na Amy. - A, tak. Jasne. - wstałem, zwlokłem ją ze stołu, wziąłem na ręce i wyniosłem z pomieszczenia. Po 10 minutach drogi musiałem sobie zrobić przerwę i położyłem ją na ławce. Kolejne próby obudzenia dziewczyny nic nie dały, więc zabrałem ją do swojego mieszkania. Nie całkiem mojego, no ale dobra.
- Ej, Baz, co Ty wleczesz? - położyłem Amy na sofie, odwróciłem się i zobaczyłem zataczającego się Rachel'a. Podszedł bliżej, wyprostował się i uśmiechnął. - O, to dziewczyna.
- Jaka dziewczyna? Gdzie? - do pokoju wtoczyli się pozostali lokatorowie i usiedli wpatrując się w rudą jak w bóstwo.
- Czemu ona jest nieżywa?
- Dave błagam... - jęknąłem.
- Będziesz pieprzył trupa?
- Nikt nikogo nie będzie pieprzył.
- No jasne, jak zwykle chcesz zabrać wszystko dla siebie i się nie podzielić. - Scotti obraził się i wyszedł. Po chwili słychać było upadające na podłogę ciało i cichy jęk chłopaka. - Nie, nic mi nie jest! Nie musicie się martwić, naprawdę!- krzyknął drwiąco.
- No dobra. - mruknąłem i podniosłem Amy, a następnie położyłem ją na łóżku w swoim pokoju. Zdjąłem jej buty oraz kurtkę i przykryłem ją kocem. Schlana czy trzeźwa i tak wyglądała pięknie. Serio. Bardzo.

Amy

Jęknęłam otwierając oczy i prostując zesztywniałe kości. Spróbowałam przełknąć ślinę i z przykrością zauważyłam, że język wysechł mi prawie całkowicie. Usiadłam na łóżku i rozejrzałam się dookoła. Podskoczyłam gdy zdałam sobie sprawę, że nie wiem gdzie jestem. Co ja wczoraj robiłam?
- O, już wstałaś. - drzwi otworzyły się z trzaskiem i do pokoju wparował uśmiechnięty Sebastian.
- Gdzie ja jestem? - wychrypiałam.
- U mnie. Masz, napij się. - rzucił mi butelkę wody, którą natychmiast opróżniłam.
- Uratowałeś mi życie. - uśmiechnęłam się, wygramoliłam spod koca i nałożyłam buty.
- Idziesz już? - blondyn zdziwił się i poprawił opadającą na oczy grzywkę.
- Wiesz, dzięki, że mnie przenocowałeś, ale nie chcę Ci się zrzucać na głowę. - skierowałam się do wyjścia ale Bach złapał mnie za ramię.
- Zjedz chociaż ze mną śniadanie.
- Super, najchętniej bym się teraz zrzygała, a Ty mi proponujesz śniadanie. - skrzywiłam się ale poszłam za nim do kuchni. - Kawa wystarczy, serio.
- Okej, jak chcesz. - usiadłam na krześle, a on zaczął krzątać się po kuchni. Trochę nieporadnie zaparzył kawę i podstawił mi kubek pod nos.
- Masz może telefon?
- Tak, jest w salonie. Jak chcesz to korzystaj. - uśmiechnął się i zjadł przygotowaną wcześniej kanapkę z szynką, ogórkami i bitą śmietaną. Od samego patrzenia jeszcze bardziej zbierało mi się na wymioty.
- Dzięki, zaraz wrócę. - podeszłam do telefonu i zadzwoniłam do Emily. Za czwartym razem odebrała jej matka.
- Czego?! - burknęła tym swoim skrzekliwym głosem. Ach, no tak, Amy przeszkodziłaś jej w zarabianiu pieniędzy. A facet na nią czeka, więc się sprężaj.
- Dzień dobry, jest Emily?
- Nie ma i nie będzie. - rzuciła słuchawką. Cholera, a co jeśli już tutaj leci? A może już jest w Hellhouse i mnie szuka?
- Baz, kochany jesteś, serio, bardzo. - przytuliłam szybko blondyna. - Ale ja już teraz naprawdę muszę iść.
- Dobra, do zobaczenia! - i już mnie nie było. Starałam się biec, ale nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Poza tym dwa razy musiałam zatrzymać się w jakimś zaułku, żeby opróżnić żołądek. W końcu jednak dotarłam do domu, w którym panowała idealna cisza. Weszłam do kuchni, gdzie siedział Slash napastujący wzrokiem pustą butelkę.
- Porozmawiamy? - usiadłam naprzeciwko niego. Uniósł szybko głowę. Wyglądał jakby miał grypę czy coś.
- Gdzie byłaś? - spytał ochrypłym głosem.
-Mogłabym spytać o to samo.
- Gdzie byłaś?!
- W barze. I u znajomego. - rzuciłam szybko ustępując mu.
- I co? Z nim też się pieprzyłaś?! - wrzasnął zrzucając butelkę ze stołu.
- O co Ci kurwa chodzi?
- Jesteś zwykłą dziwką! - wstał pociągając nosem. - Myślałem, że jesteś kurwa inna!
- Z nikim się nie pieprzyłam, Slash! - krzyknęłam nieco łagodniej niż on i także wstałam.
- Nie kłam kurwa!
- Duff pierdolił od rzeczy, a Ty coś sobie ubzdurałeś w tym swoim chorym umyśle!
- To nie zmienia faktu, ze jesteś dziwką! - kopnął krzesło i wyszedł z kuchni.
- Wiesz co?! Pierdol się! - krzyknęłam za nim i usłyszałam trzask drzwi wejściowych. Usiadłam na krześle, oparłam głowę na dłoniach i zaczęłam płakać. Po chwili jednak smutek został zastąpiony wściekłością. Krzyczałam, rzucając przy tym wszystkim czym się dało.
- Amy? Co Ty robisz?! - odwróciłam się i zobaczyłam stojącą z torbą w ręku Emily, przed którą sekundę temu przeleciał talerz. Przytuliłam się mocno do dziewczyny i znów zaczęłam ryczeć jak głupia.

Emily

- Mała, już cicho, wszystko dobrze. - szeptałam głaszcząc łkającą przyjaciółkę po głowie. Siedziałyśmy skulone na podłodze pełnej potłuczonych rzeczy i resztek jedzenia.
- Nie jest dobrze. - jęknęła ocierając nos.
- O co Ty się tak właściwie martwisz? - spytałam wiedząc, że na pewno nie o siebie samą.
- Coś jest chyba nie tak ze Slashem. Sama nie wiem...
- Teraz w niczym mu nie pomożesz skarbie. Patrz. - wskazałam ręką na bałagan i wstałam. - I teraz ja to będę musiała sprzątać.
- Przepraszam. - skrzywiła się i również wstała. - Pomogę Ci.
- A tak właściwie to gdzie reszta chłopaków? - spytałam ustawiając krzesła przy stoliku.
- Nie wiem, nie kontroluję ich. - prychnęła i w tym samym momencie do kuchni wparował Izzy.
- O, Emily. Miło Cie widzieć. - uśmiechnął się i przytulił mnie. Pachniał mieszanką perfum i dymu papierosowego. - Cześć Amy.
- No cześć. - dziewczyna wyszła spod stołu z niedojedzonym batonem i butelką po alkoholu, a następnie wrzuciła wszystko do napchanego już kosza.
- Musimy porozmawiać. - powiedział do niej i oboje spojrzeli na mnie pytającym wzrokiem.
- Spoko, idźcie. Ja sobie obejrzę telewizję. - wyszłam do salonu i włączyłam telewizor. Włączył się jakiś tandetny, amerykański serial. Podkręciłam głośność telewizora i weszłam cicho po schodach. Zatrzymałam się na ich szczycie i wsłuchiwałam się w głosy dochodzące z zamkniętego pokoju. Parę przekleństw, trochę krzyków, a następnie dźwięk otwieranych drzwi. w ostatniej chwili złapałam równowagę, szybko zbiegłam po schodach i w ostatniej chwili rzuciłam się prosto na kanapę. Zaraz potem przyszedł Stradlin.
- Jak tam serial? - usiadł obok mnie zapalając papierosa. - Chcesz?
- Dzięki. - podał mi fajkę i zapalniczkę, a następnie spojrzał na mnie jakby lekko rozbawiony. - Co Cię tak bawi?
- Mogło Ci się coś stać jak zbiegałaś po schodach. - roześmiał się widząc moją minę.
- Wiem, przepraszam. - mruknęłam oblewając się rumieńcem. - Ale i tak nic nie słyszałam.
- Idź do niej, to może sama Ci powie.
- Okej. - wstałam i ruszyłam na górę. Weszłam do pokoju, gdzie zastałam siedzącą na łóżku Amy. Nie ruszała się, tylko wpatrywała w jakiś punkt gdzieś daleko przed nią.
- Amy, żyjesz? - spytałam po paru minutach.
- Tak.
- Dlaczego się nie ruszasz?
- Bo myślę. - hm, to tak wygląda moją myśląca przyjaciółka, ok.
- O czym?
- Nie wiem co powinnam zrobić. - w końcu się ruszyła i potarła dłońmi oczy. - Izzy mówi, że Slash jest na głodzie. To w sumie tłumaczyłoby jego zachowanie i wygląd.
- To chyba Izzy mógłby mu coś załatwić, nie?
- Właśnie tu jest problem. - spojrzała na mnie zmęczonymi oczami. - Nie może wiecznie brać heroiny, kiedyś się przecież skończy. Potem będzie tylko gorzej...
- Myślisz o odwyku?
- Ta... Ale on się nie zgodzi, nie ma bata. - wstała i podeszła do okna. - Najpierw muszę go przekonać, że nie jestem dziwką.

******




czwartek, 30 stycznia 2014

Rozdział 34

Przepraszam za taką dłuższą nieobecność ale zupełnie nie miałam do tego wszystkiego głowy.
Lepiej późno niż wcale, nie ? c:
Miłego czytania. 
******
Amy

Spałam sobie smacznie, aż ktoś nagle jebnął mi ostrym światłem prosto w oczy. A przynajmniej tak mi się wydawało. 
- Kurwa. - mruknęłam i leniwie otworzyłam oczy. Głupie słońce. Westchnęłam ciężko i podniosłam się na łokciach. Moją głowę przeszył niesamowity ból i z jękiem opadłam na poduszkę. Zamknęłam oczy i zasnęłam. Obudziłam się... Właściwie nie wiem ile czasu spałam. Po przebudzeniu ponowiłam próbę podniesienia się z łóżka. Tym razem poszło lepiej i siedziała oparta plecami o ścianę. Rozejrzałam się dookoła. Niebieska wykładzina była cała zawalona jakimiś pudełkami, puszkami i butelkami po alkoholu. Odkryłam kołdrę i przeszły mnie dreszcze. Byłam naga. Zajebiście. A obok mnie spał Duff w samych bokserkach. Jeszcze bardziej zajebiście! Szturchnęłam blondyna i zaczęłam się drzeć, żeby wstał i sobie poszedł. Ten jednak nie reagował, więc wstałam swobodnie z łóżka, przekopałam się przez śmieci aż do komody i włożyłam na siebie czarne majtki oraz pierwszą lepszą koszulkę Slash'a. Wyszłam z pokoju i pokonując kolejne sterty śmieci dotarłam do łazienki. Stanęłam przed lustrem i wtedy zobaczyłam tę koszulkę. Niby nic nadzwyczajnego, gdyby nie wielkie cycki na samym środku. - Zajebiste masz ciuszki kochanie. - zaśmiałam się pod nosem i zeszłam na dół. Pod drzwiami wejściowymi spał Izzy, natomiast w salonie Steven i Slash. W kuchni zastałam siedzącego z jakąś laską Axl'a.
- Cześć Wam. - rzuciłam grzecznościowo do dwójki oblegającej blat.
- Jak się spało ? - spytał zaczepnie Axl i uśmiechnął się zadziornie. Spojrzałam na niego podejrzliwym wzrokiem.
- A jak się miało spać ? - spytałam niepewnie. Czy jest coś, o czym nie wiem ? I czy ma to jakiś związek z Duff'em ?
- No nie wiem, dlatego pytam. - zaśmiał się.
- Daj mi spokój. - podeszłam do szafki stając obok nieznanej mi dziewczyny. Spojrzałam na nią z ukosa i wyjęłam butelkę wody.
- My się chyba jeszcze nie znamy. - zagadnęła blondynka wyślizgując się z objęć Axl'a. - Michelle, dziewczyna Axl'a.
- Amy. - podałam jej rękę i usiadłam przy stole. - Myślałam, że kolejna dziwka. - spojrzałam na kuzyna wzrokiem mówiącym "masz za swoje, gnido". Nic nie odpowiedział, ale z ruchu jego ust wyczytałam, że mam się zamknąć. I pierdolić.
- Że co ? - blondi lekko się zirytowała.
- To się bardziej tyczyło rudego, wybacz. - uśmiechnęłam się przepraszająco i z butelką w ręce wyszłam z kuchni. Wróciłam do pokoju, gdzie Duff zaczął się już przebudzać i rzuciłam się na łóżko.
- Kurwa.
- Dzień dobry Duff. - przywitałam go wesoło i poklepałam po ramieniu.
- Czemu jestem w samych bokserkach ? - spojrzał na mnie przymglonymi oczami. - I czemu leże z Tobą w łóżku ?
- Wiesz, też chciałabym się dowiedzieć.
- Uprawialiśmy seks ? - nagle jakby się rozchmurzył i oparł się na łokciach tak, że jego twarz znalazła się bardzo blisko mojej.
- Co się w ogóle wczoraj działo ? - udałam, że nie słyszałam jego pytania.
- Nie wiem, nie pamiętam. A szkoda. - uśmiechnął się.
- Wiesz, co Duff ? - zaczęłam uwodzicielskim głosem i przysunęłam się stykając nasze czoła. - Zabieraj swoje zachlane dupsko z mojego wyra. - dokończyłam nie zmieniając tonu i cmoknęłam chłopaka w czoło.
- Amy... Daj mi tutaj chociaż poleżeć. - zrobił błagalną minę. - U mnie i Steven'a jest tylko kanapa i materac, no...
- A co ja będę z tego miała ?
- No nie wiem... Kupię Ci coś na święta. Hm ? - poruszył brwiami w dość dziwny sposób.
- Nie. Namówisz pozostałych, żeby do świąt posprzątali ten burdel. Macie 3 tygodnie. - dodałam wstając z łóżka i zaśmiałam się. - Tak, też Cię kocham Duffy. Miłego leżenia!
- No ja pieprzę... Nigdy, ale to nigdy więcej nie dobijaj targu z rudymi. - mruknął chyba sam do siebie i nakrył głowę kołdrą.

3 godziny później

- Izzy, kochany, proszę, podnieś swoją pupcię. - kolejny raz spróbowałam podnieść leżącego gitarzystę, by móc wyjść z domu.
- Idziesz gdzieś ? - spytał wstając z zamkniętymi jeszcze oczami.
- Tak. - oparłam go o ścianę i pomogłam utrzymać równowagę.
- To pójdę z Tobą.
- Żartujesz sobie ? W takim stanie ? - spojrzałam na niego zdziwionym wzrokiem.
- Spacer dobrze mi zrobi. - uśmiechnął się i włożył buty.
- Weź jakąś kurtkę czy coś, bo zimno. - rzuciłam zakładając skórę i wyszłam przed dom. Kończył się listopad, wszędzie dookoła leżały suche (albo mokre od deszczu) liście i dosyć mocno wiało. Schowałam ręce do kieszeni i zanurzyłam podeszwę glana w kałuży.
- To chodźmy. - zawołał Izzy i ruszyliśmy przed siebie. - Gdzie tak właściwie idziemy ?
- Wiesz, chciałam pójść do domu babci zabrać swoje rzeczy. - mruknęłam, choć trochę minęłam się z prawdą. Tak właściwie chciałam ocenić ile mniej więcej mogłabym dostać za niego kasy. Potrzebowałam tych pieniędzy, a skoro mama była taka chętna na kupno, to czemu nie. Tylko, cholera, to chore - dobijać targu z własną matką.
- Nie mówiłaś, że przyjedzie Twoja mama. - zdziwił się po chwili wyrywając mnie z zamyślenia. Spojrzałam przed siebie i zaklęłam pod nosem.
- Ja jej nie zapraszałam. - wyprzedziłam Izzy'ego i niemalże pobiegłam w kierunku domu. Przy drzwiach wejściowych stał Philip i rozmawiał z kimś przez telefon. Podeszłam do niego i obrzuciłam go morderczym wzrokiem. - Po co tu przyjechałeś ?! - gestem ręki kazał mi się zamknąć, pożegnał się z kimś i dopiero wtedy na mnie spojrzał.
- Witam moją drogą Amy ! - uśmiechnął się złośliwie. - Co Cię tutaj sprowadza, słonko ?
- Mieszkam tu.
- Tu ? - odwrócił się i wskazał na dom. - Jakoś nie widać.
- Nie Twój problem. - warknęłam.
- To w takim razie może zaprosisz mnie do środka ? - spojrzał na mnie wyczekująco.
- Amy, co jest ? - Izzy podszedł do nas i stanął za moimi plecami. Zmierzył wzrokiem Philip'a, który uczynił dokładnie to samo.
- To Twój chłopak ? - spytał drwiącym głosem.
- Nie interesuj się. - warknął Stradlin.
- No tak, zeszłaś na psy, słonko. - westchnął z udawanym przejęciem. - To niedobrze pieprzyć się z ćpunem.
- Ej, koleś, nie pozwalaj sobie ! - chłopak pchnął go lekko na ścianę budynku.
- Łapy przy sobie gnojku ! - warknął i zaczęli się przepychać.
- Philip spieprzaj stąd !  - krzyknęłam przerywając tym samym szarpaninę.
- Ok, jak chcesz. - wyrwał się Izzy'emu, poprawił garnitur i podszedł do mnie. - Przyjechałem, żeby zaproponować Ci bardzo korzystną dla Ciebie ofertę. Chciałem odkupić od Ciebie ten dom za 40 tys. Według mnie ta rudera nie jest tak cenna, ale Twoja matka się uparła. Cóż... Nie chcesz ze mną rozmawiać, więc żegnam. - podszedł do swojego zajebiście drogiego sportowego auta. - A, jeszcze jedno ! Mamusia pozdrawia i zaprasza na Święta !
- Wsiadaj do tego jebanego samochodu i daj mi spokój !
- Spokojnie. - Izzy podszedł do mnie i chciał przytulić.
- Nawet nie wiesz jak chuja nienawidzę. - odsapnęłam i objęłam go w pasie. - Chodź do środka.
- Facet coś mówił o kupnie domu... - zagadnął rozpalając ogień w kominku.
- Wiesz... Nie mówiłam Ci jeszcze o tym. - wzięłam kubki z gorącą herbatą i zaniosłam je do salonu. Usiadłam na kanapie i obserwowałam przyjaciela.
- Chcesz sprzedać dom ?
- Myślę nad tym.
- Co ? - wyprostował się i spojrzał na mnie. - Dlaczego ?
- Mielibyśmy trochę kasy. Sam słyszałeś o jakiej sumie mówił Philip.
- Ale to jest przecież pamiątka po Twojej babci !
- Dobrze, Izzy, daj z tym spokój. Rozmawiałam już o tym ze Slash'em i mam dosyć wywodów na ten temat, ok ? - chłopak usiadł obok mnie i wziął do ręki swoją herbatę.
- Ciekawe co by na to powiedziała Twoja babcia.
- Że dobrze robię. - spojrzał na mnie jak na debila. - Kiedyś sama mówiła, że lepiej by było gdybym nie mieszkała sama i sprzedała ten dom. - uśmiechnęłam się krzywo i wstałam. - Chodź pomożesz mi spakować rzeczy.
Kolejne dwie godziny spędziliśmy na pakowaniu różnych szpargałów do kartonowych pudeł. Normalnie zajęłoby nam to jakieś pół godziny, ale Izzy znalazł album z dzieciństwa i trochę powspominaliśmy.
- Pamiętasz ten dzień ? - spytałam wskazując palcem na zdjęcie, na którym siedzieliśmy razem w piaskownicy.
- Tak, pamiętam. Złamałaś mi wtedy nos łopatką. - zrobił obrażoną minę.
- Trzeba było mnie nie olewać i nie iść do tej brunetki. Czekaj, jak ona...
- Monique. - przerwał mi rozmarzonym głosem. Spojrzałam na niego rozbawiona.
- No, właśnie dlatego jej nie lubiłam. - zerknął na mnie pytająco. - Byłam zazdrosna, że wolisz bawić się z nią niż ze mną. - chłopak zaczął dusić się ze śmiechu. - Śmiej się, śmiej, ale tak było.
- A Ty wiesz, że to była kiedyś moja dziewczyna ?
- Pierdolisz.
- Nie. - mruknął z lekki smutkiem w głosie. Oho, chyba wkraczamy na delikatny temat.
- Długo ? - spytałam cicho.
- Jakieś 5-6 lat z przerwami.
- Dlaczego już ze sobą nie jesteście ?
- Musiała wyjechać. Do Nowego Jorku. - wygrzebał rękę z uścisku i wstał.
- To chyba będzie już wszystko. - włożyłam album do pudła i wyprostowałam się. - Idziemy ?
- Ta. - kiwnął głową i zabrał dwa największe pudła ustawiając je jedno na drugim. Mi właściwie nie zostało nic oprócz siatek z jedzeniem. Tutaj już raczej nikt nic nie będzie jadł, a w Hellhouse każda żywność jest mile widziana. Wróciliśmy do domu w pół godziny i pomogłam Izzy'emu wnieść moje rzeczy na górę. Następnie zeszłam do kuchni i rozpakowałam siatki.
- Chłopaki, jedzenie ! - wrzasnęłam wchodząc do salonu. Na kanapie siedział Steven przykładający sobie do głowy ręcznik. Już nie wspominając o tym, że był cały we krwi. Zarówno blondyn jak i ręcznik. - Co tu się kurwa stało ?!
- Nic takiego. - jęknął Slash i dopiero teraz zauważyłam, że ma podbite oko.
- Nic takiego ? To jest kurwa dla Ciebie nic takiego ?! - podeszłam do Steven'a i kucnęłam przed nim. - Co Ci się stało ?
- Nic takiego Amy. Mam tylko trochę rozciętą głowę.
- Sama się nie rozcięła, do cholery. - wstałam i zabrałam mu ręcznik. Może sam to sobie zrobił ? Może się przewrócił albo w coś uderzył. To byłoby do niego podobne. Ale pozostaje kwestia podbitego oka Saul'a. Chyba, że... - Ty mu to zrobiłeś ?! - obrzuciłam mulata morderczym wzrokiem.
- Co ? Chyba sobie żartujesz ! - patrzyłam na niego jeszcze przez chwilę i poszłam do kuchni wymoczyć ręcznik. Wypłukałam go jako tako z krwi i zaczęłam delikatnie wycierać głowę Popcorna, by móc ocenić obrażenia.
- Powie mi ktoś jak do tego wszystkiego doszło ? - spytałam zrezygnowana i zauważyłam pod ścianą pełno szkła.
- Trochę się pokłóciliśmy z Axl'em. - mruknął Slash i zaczął opowiadać.

******
ok. godziny wcześniej, Slash

- Ej, kto mi pożyczy 300 dolców ? - Axl wszedł do salonu cały roztrzęsiony.
- Stary, przecież my nie mamy kasy. - zauważył spokojnie Duff.
- Ale ja potrzebuję 300 dolarów  !
- Ale my ich kurwa nie mamy.
- To ruszcie dupy i zaróbcie ! - wrzasnął nagle rudy. Spojrzeliśmy na niego zdziwieni.
- To może sam się ruszysz, co ?! - odkrzyknął mu Steven. Często miałem wrażenie, że blondas wręcz uwielbiał się z nim od czasu do czasu pokłócić, co nie miało kompletnego sensu. Z Axl'em nie wygrasz, zawsze musi postawić na swoim.
- Nie będziesz mi mówił co mam robić ! - rzucił się na niego z pięściami. Adler oczywiście nie pozostał mu dłużny. 
- Chłopaki ogarnijcie się ! - spróbowałem ich rozdzielić ale oberwałem z łokcia w oko.
- Nie wtrącaj się Slash. - syknął Axl i w tym momencie dostał kopniaka w brzuch. Zatoczył się lekko i oparł o ścianę. Podniósł z podłogi butelkę po wódce i rzucił nią w swojego przeciwnika. Butelka roztrzaskała się na głowie blondyna i powaliła go na podłogę. Szczerze ? Trochę się przeraziłem oglądając tę sytuację. Duff podbiegł do Steven'a a ja przygniotłem Axl'a do ściany.
- Stary, co Ty odpierdalasz ?! - syknąłem patrząc na jego rozharatany policzek. - Lepiej wyjdź i wróć jak się opamiętasz.
- Odpieprz się kurwa ode mnie. - powiedział nieco spokojniej, wyrwał się z uścisku i wyszedł trzaskając drzwiami. Odwróciłem się i usiadłem na kanapie. Duff przyniósł Steven'owi ręcznik i usiadł obok mnie.
- Co to kurwa było ? - westchnął zrezygnowany.
- To ? - przeleciałem wzrokiem po salonie. - Gorsze oblicze Axl'a.
- Swoją drogą ciekawe na co temu skurwielowi 300 dolarów. - mruknął Popcorn przyciskając do głowy ręcznik.

******

- I pomyśleć, że jeszcze rano siedział w kuchni uśmiechnięty ze swoją dziewczyną. - po raz kolejny przyłożyłam ręcznik do rany Popcorn'a.
- Z jaką dziewczyną ? - zdziwił się Duff.
- Blondynka, niezbyt wysoka. Chyba Michelle. - mruknęłam i zaraz pożałowałam swoich słów. Twarz Duff'a wykrzywił lekko grymas bólu i poprawił się nerwowo na sofie.
- Tylko się ruchają. - skomentował Steven. - Ale dziewczyna jest spoko, przyjaźniła się kiedyś z nami, nie Slash ? - chłopak pokiwał twierdząco głową.
- Skoro już mówimy o ruchaniu, to gdzie zgubiłaś Izzy'ego ? - Slash spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.
- Chyba siedzi na górze. - zamyśliłam się i wstałam. - Sprawdzę co z nim, a potem jedziemy do szpitala. - spojrzałam na Steven'a wzrokiem nie znoszącym sprzeciwu i weszłam na górę.
Siedział w jednym z pokoi i brzdąkał coś na gitarze. Usiadłam obok niego i słuchałam. Coś pięknego.
- Co to ? - spytałam gdy skończył.
- Takie tam... Kiedyś napisaliśmy to z Axl'em. - zawahał się i spojrzał na mnie. - Don't Cry.
- Co ?
- To tytuł. - uśmiechnęłam się lekko widząc jego zmieszanie.
- Dlaczego nigdy tego nie gracie ?
- Po prostu. - mruknął i potarł nerwowo ręce.
- Izzy... - zaczęłam nie wiedząc co mam mówić dalej. - Opowiesz mi coś o Monique ?
- Interesuje Cię to ?
- W końcu była dziewczyną mojego przyjaciela, nie ? - szturchnęłam go lekko w bok i uśmiechnęłam się.
- Ok, jak chcesz. - odetchnął głęboko. - Byliśmy ze sobą parę dobrych lat. Była śliczna, miła, zawsze uśmiechnięta ale trochę nieśmiała. Chociaż i tak każdy ją lubił. Wiesz, dla mnie dziewczyna idealna. - uśmiechnęłam się widząc entuzjazm w jego oczach. - Axl'owi też się podobała ale była wtedy ze mną, więc rudy zadowalał się tylko przyjaźnią z nią.
- Axl odpuścił sobie jakąś laskę ? - Izzy zaśmiał się cicho. - To do niego niepodobne.
- No nie do końca, bo ona nie była nim aż tak bardzo zainteresowana. Na początku tego roku wyjechała. Ostatniego dnia razem poszliśmy we czwórkę do Roxy: Ja z Monique i Axl ze swoją obecną dziewczyną. Axl rozpłakał się gdy Monique się z nim żegnała, na co zareagowała słowami "don't cry". - zamilkł na chwilę i wpatrywał się w pustą przestrzeń przed sobą. - Praktycznie zaraz po jej wyjeździe napisaliśmy Don't Cry.
- Cholera. - mruknęłam wpatrując się w bruneta. - Historia niczym z taniego romansidła. Ale to dobrze ! - dodałam szybko widząc jego minę i roześmialiśmy się głośno. - Nadal ją kochasz, prawda ?
- Nie mamy ze sobą kontaktu. Ale chyba tak. - zrobiło mi się smutno i mocno go przytuliłam. Kurcze, straszny z niego romantyk. Szkoda, że teraz musi cierpieć.
- Ej, dobra. - puściłam go. - Muszę jechać z Adler'em do szpitala.
- A co mu ?
- Rose mu rozjebał głowę butelką.
- Norma. - mruknął pod nosem i zwlókł się za mną na dół.

1 godzinę później, Steven

- Jakie kurwa szwy ?! - wytrzeszczyłem oczy na lekarza oglądającego moją głowę.
- Panie Adler, proszę opanować język. - zerknął na mnie spod okularów. O nie, jak ten stary alfons z wąsem w fartuchu myśli, że będzie ze mnie robił jakiegoś pieprzonego Frankensteina, to się kurwa grubo myli !
- A może ja się na to nie zgadzam, hm ?
- Panie Ad...
- A może ja nie chcę mieć zszywanej głowy ? - przerwałem facetowi.
- Panie...
- Nie ! - wrzasnąłem i spojrzałem mu prosto w oczy. - Nie zgadzam się.
- Proszę...
- Nie !
- Proszę tu poczekać ! - przekrzyczał mnie i wyszedł. Po chwili do środka weszli Slash i Amy.
- To jego wina. - jęknąłem wskazując na zamykające się drzwi.
- Steven, o co chodzi ? - spytała dziewczyna stojąc ze skrzyżowanymi rękami.
- Bo on chce ze mnie zrobić Frankensteina.
- Jakiego Frankensteina ? On chce Ci tylko zszyć jedną ranę, nic więcej !
- Stary, jesteś kurwa dorosły. - Amy spojrzała na Slash'a wątpiąco i chciałem coś powiedzieć ale kudłaty kontynuował. - Nie wiem czy wiesz ale jesteś facetem, więc weź pokaż, że masz jaja !
- A może ja nie chcę latać przed nim z jajami na wierzchu ?
- Steven, kochany, to dla Twojego dobra. - ruda uśmiechnęła się. - Nikt, do cholery, nie chce Cię skrzywdzić.
- No... Dobra. - położyłem zrezygnowany głowę na poduszce, a dziewczyna pocałowała mnie w czoło. Uśmiechnąłem się szeroko i już ich nie było. Zaraz, zaraz... Czy ja się właśnie godziłem na te jebane szwy ?!

******

sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział 33

No to tak... Miało być po świętach i w zasadzie jest po świętach xD W każdym razie, zapraszam do czytania c:
******
- Slash to sobie jednak dziwną dziewczynę wybrał. - mruknął siedzący w kuchni przy stole Axl. Przykładał sobie do głowy kostki lodu owinięte w ręcznik. 
- Dlaczego dziwną ? - Izzy wychylił się ze zlewu, w którym właśnie moczył głowę. 
- No mieszka z nami już długi czas i ani razu nie wspominała nic o sprzątaniu tego burdelu. 
- No i co ? 
- No i to, że każdej normalnej dziewczynie by to przeszkadzało i wzięłaby się za sprzątanie. - wyjaśnił powoli pijąc wodę. - Albo nas by do tego zmusiła. 
- Może po prostu jej się nie chce. - mruknął siedzący pod lodówką Steven. 
- Może... - zamyślił się rudy. 
- Ale macie rozkminy. - prychnął siedzący na stole Duff. - Nie macie innych tematów ? 
- O czym gadacie ? - spytałam wchodząc do kuchni. 
- Yyy, o niczym. 
- Nie kupuję tego. - przyjrzałam się uważniej grupce skacowanych chłopaków siedzących w samej bieliźnie. - Jemy coś na śniadanie ? 
- Zjemy wszystko co zrobisz. 
- A ja to bym zjadł naleśniki. - rozmarzył się Steven. - Takie jak zrobiłaś kiedyś, z dżemem. 
- No co ? - spytał lekko zdezorientowany Duff gdy wybuchnęłam głośnym śmiechem. Musiało minąć parę minut zanim się uspokoiłam. 
- Dlaczego ja mam Wam gotować ? - spytałam opierając się o ścianę i krzyżując ręce na piersi. 
- Bo jesteś świetną kucharką. - wtrącił Slash, który właśnie wywlókł się spod prysznica. Stanął na środku kuchni w samym ręczniku, a z jego włosów skapywała woda, tworząc plamę na podłodze. 
- Umiem zrobić tylko naleśniki i jajecznicę. - prychnęłam. - No i płatki z mlekiem. 
- To możemy jeść naleśniki, jajecznicę i płatki na zmianę. - uśmiechnął się Izzy i strzepnął wodę z mokrych włosów. 
- Ok. Ale ja nie gotuję. 
- No Amy, prosiiiimy. - powiedzieli chórkiem i zrobili wielkie oczy. Nie Amy, nie możesz im ulec. Nie, nie, po prostu nie. 
- Ale... Ale podobno Popcorn też umie gotować. - spojrzałam wymownie na Adler'a. 
- A mogę ? - wstał uradowany. - Już nawet wiem co zrobię ! 
- No i po problemie. - uśmiechnęłam się zadowolona. 
- Tak Ci się tylko wydaje... - jęknął Duff. 
- No to obstawiamy, za ile Steven wywoła pożar ? - Axl wskoczył na stół i zaczął zapisywać na kartce usłyszane propozycje czasu i sumy pieniędzy. - Amy, obstawiasz ? 
- Ja stawiam 10 dolców, że Steven zrobi dobre, jadalne żarcie i nic nie spali. - dołożyłam banknot do leżącej na stole kupki pieniędzy. Chłopcy wybuchnęli gromkim śmiechem. Tylko Steven krzątał się po kuchni zupełnie nie przejmując się tym, co robimy. 
- T-to nie jest m-możliwe, żeby Steven n-nic nie s-spalił. - wyjąkał śmiejący się Slash. 
- Dobra, to ja już może lepiej zamówię pizze. - Izzy wyszedł do przedpokoju, gdzie stał telefon. 

20 minut później

- Ha ! I co ?! - wykrzykiwałam śmiejąc się i skacząc po salonie z pieniędzmi w dłoniach. - Wygrałam lamusy ! 
- Oszukiwałaś ! - zarzucił mi Duff. - Umówiłaś się z Adler'em i... i on specjalnie nauczył się gotować ! 
- Nie... Nie wierzę... Przegrałem 100 dolców... - jęczał siedzący na kanapie Axl. 
- Stary, przecież Ty nawet tyle nie miałeś. - zdziwił się Slash. - Wystawiłeś tylko 5. 
- Oj tam, to bez różnicy... - rudy machnął ręką. - Ale przegrałem, kurwa, z dziewczyną ! I to jeszcze rudą ! 
- Ej, masz coś do rudych ?! - obarczyłam kuzyna zabójczym wzrokiem.
- Dobra, ludziska, chodźcie jeść bo wystygnie ! - krzyknął wychylający się z kuchni Steven.

5 godzin później, Slash

- Należy się 35 dolarów. - oznajmił zmęczonym głosem stojący w drzwiach hydraulik.
- Jasne. - mruknął Izzy, wygrzebał jakieś resztki z portfela i podał je mężczyźnie.
- Do widzenia. I miłego dnia życzę.
- Ta. - zamknął drzwi i wrócił do salonu. Obrzucił nas zabójczym spojrzeniem. - No więc... Który kretyn zapchał kibel ?
- Izzy, spokojnie, nie denerwuj się. - uśmiechnął się krzywo Duff.
- Nie denerwuj się ? Ja tu pierdolca przez Was dostaję ! - wydarł się patrząc na blondyna, a następnie przenosząc wzrok na sufit.. - I muszę moje ciężko i uczciwie zarobione pieniądze wydawać na jakiegoś jebanego hydraulika ! A dlaczego ? Dlatego, że KOMUŚ nie chciało się wynieść jebanych śmieci ! Jakim trzeba być idiotą, żeby spuszczać śmieci w klopie ?! - znów spojrzał na nas.
- Myślałem, że popłyną... - mruknął zmieszany Steven.
- Nie, kurwa, ja niedługo tutaj ocipieję. - jęknął zrezygnowany i osunął się po ścianie.
- Ty się ciesz, że Popcorn sobie nie goli klaty pod prysznicem. - rzucił Axl.
- Dupsko se ogól. - odciął się Adler.
- Dobra, Axl, musimy iść. - wstałem przerywając rozmowę. Rudy spojrzał na mnie z boleścią w oczach.
- Nie chce mi się...
- Nie bądź babą. Chodź.
- A można wiedzieć gdzie się wybieracie ? - spytała Amy, która właśnie skończyła rozmawiać przez telefon.
- To Slash się wybiera. Mi się nie chce. Nie idę.
- Nie pyskuj ! Idziesz ze mną. - odwróciłem się do Amy. - Jak wrócimy to Ci powiemy.
- Długo was nie będzie ? Bo muszę z Tobą porozmawiać.
- Nie dłużej niż 3 godziny. - uśmiechnąłem się blado widząc jej zmartwioną minę. - Chodź do mnie. - przytuliłem ją i pocałowałem w czoło.
- Rusz dupsko parówo ! - krzyknął stojący w drzwiach wejściowych Axl.
- No już ! - odkrzyknąłem podchodząc do niego. - Gdzie miał być ten facet ? - spytałem po 10 minutach.
- To Ty z nim gadałeś. - spojrzał na mnie z wyrzutem.
- Kazałem Ci zapisać...
- Niby na czym miałem to zrobić ? - chciałem mu coś odpowiedzieć, ale nie przestawał gadać. - Dobrze wiesz, że w naszym domu jest, do kurwy nędzy, syf, kiła i mogiła. A mimo to oczekujesz ode mnie rzeczy niemożliwych ! No gdzie ja to, kurwa, miałem zapisać ?! Na czole ? Na chuju ? Na suficie kurwa ?!
- Tak, do jasnej cholery, na suficie ! - wydarłem się przerywając mu. - I zamknij się wreszcie !
- Wiesz co ? - gdyby mógł zabijać wzrokiem, to już leżałbym martwy. - Pieprz się.
- Bardzo chętnie, ale jak wrócimy do domu. - włożyłem ręce do kieszeni i ruszyłem przed siebie. Axl powlókł się za mną ze swoim standardowym fochem.
- No dobra, jesteśmy na miejscu fochmistrzu. - zatrzymałem się przed jedną z droższych restauracji w Hollywood. Rudy zatrzymał się zaraz za mną i znów spojrzał na mnie morderczym wzrokiem.
- O ty chuju jebany, dziwko zarobaczona, pedofilu, homosie spod rynny ! - rzucił się na mnie wściekły. - Ty od początku wiedziałeś gdzie iść ! Nienawidzę Cię ! Umrzysz marnie ! - upadłem na ziemię i wybuchnąłem śmiechem. - No i czego się cieszysz padalcu ?!
- Ekhm, panowie. - usłyszeliśmy chrząknięcie i spojrzeliśmy w kierunku niewysokiego faceta w garniaku. Szybko wstaliśmy z chodnika. - Zapraszam już panów do środka.
- Jasne, dziękujemy. - uśmiechnąłem się szeroko otrzepując koszulkę i spodnie z piasku, facet spojrzał na nas zrezygnowany i wszedł do środka. - No i co narobiłeś ? - walnąłem Axl'a w głowę przechodząc obok niego i wszedłem do restauracji.
- No zaczekaj na mnie. - podbiegł do mnie i obaj ruszyliśmy do odpowiedniego stolika.
- No nareszcie. - westchnął mężczyzna, gdy siadaliśmy przy stole.
- Podać coś do picia ? -  podeszła do nas kelnerka w seksownej sukience do kolan.
- Poprosimy wodę. - odpowiedział facet siedzący z nosem w menu.
- Coś jeszcze ? - uśmiechnęła się blondynka.
- A może tak napilibyśmy się czegoś mocniejszego ? - uśmiechnął się do niej zalotnie Axl.
- Bardzo chętnie, ale jestem w pracy. - dziewczyna odwróciła się i ruszyła wgłąb sali.
- Ja mogę poczekać ! - odkrzyknął rudy i poszedł za nią. Mężczyzna odłożył menu i spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.
- Przepraszam za niego. - bąknąłem. - W każdym razie...
- Może lepiej przełożymy tę rozmowę. - przerwał mi.
- Panie... - zawahałem się. Do cholery, ja nawet nie pamiętałem jak on się nazywa !
- Williams.
- Panie Williams, ja przepraszam za kolegę. Możemy wszystko omówić bez niego.
- Panie Hudson. - zamyślił się. - Po tym, co dzisiaj zobaczyłem, nie jestem pewien czy to dobry pomysł.
- Ale jak to ? - zdziwiłem się.
- Cóż. - Williams wstał od stołu. - Muszę to przemyśleć i wtedy do pana zadzwonię.
- Ale co jest nie tak ? - również wstałem.
- Boję się o mój lokal. - uśmiechnął się krzywo. - To tyle. Do widzenia. - odprowadziłem go wzrokiem i opadłem na krzesło, próbując przetrawić to co usłyszałem. Stchórzył. Olał nas. I tyle.
- Jak nie on to inny. - mruknąłem do siebie. Sam do końca w to nie wierzyłem. Kurwa !
- Podać coś jeszcze ? - podeszła do mnie brunetka trzymająca w ręku notes.
- Nie, dziękuję. - uśmiechnąłem się do dziewczyny, która odwzajemniła mój gest i położyła na stole rachunek. Zakląłem pod nosem. Nie miałem przy sobie zupełnie nic. Wstałem i szybko przeszedłem się po lokalu. Znalazłem Axl'a wychodzącego z łazienki razem z blondynką. - Axl, spierdalamy. - powiedziałem na tyle cicho, by tylko on mógł mnie usłyszeć.
- Co jest ? - spytał zdezorientowany ale posłusznie poszedł za mną. Wymknęliśmy się niezauważeni z restauracji i przebiegliśmy kawałek. - To powiesz mi o co chodzi ?
- Wystawił nas. Z umowy nici.
- Co kurwa ?! Dlaczego ?
- Zjebaliśmy sprawę, stary !
- Jak to my ?
- Facet powiedział, że boi się o swój lokal.
- Nosz kurwa... - jęknął. Odezwał się dopiero, gdy staliśmy przed domem. - To skąd weźmiemy kasę ?
- Trzeba będzie poszukać jakiejś normalnej roboty. - jęknąłem i wszedłem do środka. Zajrzałem do salonu, jednak nikogo tam nie znalazłem. Poszedłem więc na górę i uchyliłem drzwi swojego pokoju. Przy komodzie stała Amy w samym ręczniku, który aż prosił się o pozbycie go. Cicho podszedłem do dziewczyny i pocałowałem ją w szyję.
- Przestraszyłeś mnie !
- Przepraszam. - musnąłem ustami jej żuchwę. - Przebierasz się ?
- Taki mam zamiar. - prychnęła cicho.
- Ja Ci pomogę. - uśmiechnąłem się i odwróciłem ją przodem do siebie, zsuwając przy tym ręcznik.

Godzinę później

- To opowiesz mi w końcu co się tam właściwie wydarzyło ? - spytała wtulając się w mój tors. Jęknąłem i dokładniej nakryłem ją kołdrą.
- Chyba pokazaliśmy się z rudym z tej gorszej strony i facet się przestraszył, że rozniesiemy mu budę.
- A to u was są lepsze i gorsze strony ? - zaśmiała się. - W każdym razie, co to za facet ?
- Właściciel jakiegoś dość ekskluzywnego klubu. No i drogiego oczywiście. - dodałem po chwili. - Kurcze, gdybyśmy podpisali tę umowę, to zbijalibyśmy bajeczną kasę.
- Spokojnie Slash, wszystko w swoim czasie. - pocałowała mnie w brodę.
- Ale my nie mamy czasu czekać. - usiadłem opierając się plecami o ścianę za łóżkiem. - Przecież wiesz, że nie mamy na nic pieniędzy.
- Skoro już o tym mowa... - Amy usiadła obok mnie i owinęła się w kołdrę. - Myślałam trochę nad sprzedażą domu.
- Co ? - mocno się zdziwiłem.
- No wiesz, mogłabym odsprzedać swoją połowę matce. I tak teraz przecież mieszkam z wami. A ze sprzedaży moglibyśmy mieć całkiem sporo kasy. Przeżylibyśmy przez 4-5 miesięcy.
- Amy... - westchnąłem i odgarnąłem jej włosy z twarzy. - To przecież pamiątka po Twojej babci. Naprawdę chcesz sprzedać ten dom ? - dziewczyna odpowiedziała mi tylko westchnięciem i opuściła głowę. - Na razie każde z nas poszuka sobie jakiejś pracy. A do tematu sprzedaży wrócimy innym razem, ok ?
- Ok. - uśmiechnęła się blado.

Axl

No tak kurwa. Telefon dzwoni już chyba 3 raz, a żaden chujek się do niego nie ruszy. Najprościej tak. Niech dzwoni w chuj długo. Bo też po co odbierać ?
- Odbierze ktoś ten jebany telefon czy mam go wypiźdźić za okno ?! - ryknąłem stojąc na środku salonu. No czego ja się spodziewałem. Zbiegłem na dół, wyrwałem kabel z gniazdka, wyszedłem z telefonem na zewnątrz i położyłem go na chodniku.
- No mały skurwielu, teraz ode mnie zależy Twoje życie ! - zaśmiałem się złowieszczo i zacząłem po nim skakać. - A teraz giń mały sukinsynu ! Już nigdy więcej nie zadzwonisz. Będziesz smażyć się w piekle mały chuju !
-Matko kochana. - usłyszałem czyjś głos i odwróciłem się w jego kierunku. Parę metrów dalej stała starsza kobieta z sąsiedztwa. - Co się z tymi ludźmi porobiło. Długie włosy nosi, satanista, bezbożnik ! - krzyknęła i zaczęła robić w powietrzu znaki krzyża. - Kościoły podpala i jakieś rytuały tutaj urządza !
- Babcia lepiej uważa, żeby ten satanista babci w nocy domu nie podpalił. Wiem gdzie mieszkasz ! - puściłem do niej oko i zaśmiałem się złowieszczo. Kobieta wrzasnęła z przerażenia i uciekła. Stałem tak jeszcze chwilę się śmiejąc i przetrawiając zaistniałą sytuację. - Zaraz, co to ja... - zamyśliłem się i wróciłem do domu zostawiając roztrzaskany telefon przed domem.
******
Dziękuję za uwagę, możecie iść do domów.   
Miłego dnia/nocy życzę.
c:








wtorek, 24 grudnia 2013

Merry fuckin' Xmass !

No to tak, przed świętami nie dałam rady wstawić rozdziału, ale ukaże się on po świętach. Tak myślę. W każdym razie...

Z okazji świąt Bożego Narodzenia, chciałabym życzyć Wam wspaniałych, rodzinnych świąt; żebyście pod choinką znaleźli tony koszulek, płyt, biletów na koncerty i czego tam sobie chcecie! 

TAKIE DO POSŁUCHANIA :)

No i oczywiście szalonego Sylwka i szczęśliwego Nowego Roku, aby 2014 był dla Was jeszcze lepszy niż 2013! 

To by było tyle ode mnie. 
Wesołych Świąt ! 





niedziela, 8 grudnia 2013

Rozdział 32

Przepraszam, że tak krótko ale postaram się wrzucić coś jeszcze przed świętami, żeby nie było ;)
******
- Od kiedy ? - wydusiłem zdziwiony. No byłem gotowy na wszystko, ale że Bruce ma dziecko ?! Nie no, nie wierzę. 
- Mała ma miesiąc. 
- Ma córkę ? 
- Tak. - odparła uśmiechnięta. 
- To nie mogliście mnie poinformować, że zostałem wujkiem ?
- Niby jak ?!
- A no też fakt. - zamyśliłem się. - Jest ktoś w domu ? 
- Bruce pojechał z mamą na zakupy, zostałam ja, Eve i mała Lucy. 
- Lucy. - powtórzyłem cicho. - Czekaj, a Eve ? Kto to ? 
- Kurna, Mike. - walnęła się w czoło. - Eve to mama Lucy i narzeczona Bruce'a. 
- Ja pierdolę, wyjechać z domu na rok, to już się wszyscy pożenią i dzieci urodzą. - westchnąłem. - No ale mniejsza. Wejdziemy do środka ? 
- No jasne. - podniosłem torbę i weszliśmy do środka. Odłożyłem ją obok komody i wszedłem do salonu. - Napijesz się czegoś ? 
- Macie coś mocniejszego ? - uśmiechnąłem się szeroko. 
- Piwo jest w lodówce. Weź sobie. - ruszyłem za nią do kuchni nadal się szczerząc. Fajnie było znów być w domu. Wchodząc do pomieszczenia zauważyłem stojącą tam w samej bieliźnie dziewczynę. To na pewno nie była żadna z moich sióstr, o nie. 
- Ups, sorry, to ja może wyjdę... - dziewczyna odwróciła się i zmierzyła mnie wzrokiem. Nie była zbyt wysoka, miała ciemne włosy i zabójcze ciało. Jeżeli to była Eve, to moje gratulacje braciszku !
- Nie, ok, to ja przepraszam. - włożyła na siebie biały szlafrok. 
- Nie masz za co przepraszać. - uśmiechnęła się lekko. 
- My się chyba nie znamy... 
- Michael, ale mów na mnie Duff. - wyciągnąłem przed siebie rękę. 
- Eve. - uścisnęła moją dłoń i uśmiechnęła się szeroko. - Carol, to Twój chłopak ? - spojrzała na moją siostrę.
- Co ?! - blondynka zakrztusiła się sokiem pomarańczowym. - Nie, to ten braciszek, który uciekł do wielkiego miasta. 
- A, już rozumiem. - zaśmiała się. - Ja jestem narzeczoną Bruce'a. 
- Wiem, słyszałem, że macie córkę. - pokiwała twierdząco głową. - Może... Mógłbym ją zobaczyć ? 
- Jasne. Chodź, zaprowadzę Cię. - ruszyłem za dziewczyną do pokoju starszego brata. Na środku stało dziecięce łóżeczko. Podszedłem bliżej i zobaczyłem śpiącego maluszka. Widok był strasznie rozczulający. 
- Chciałbyś ją potrzymać ? - spytała widząc, jak z zachwytem wpatruję się w jej dziecko. 
- Ja ? Nie mam doświadczenia, nigdy nie trzymałem tak małego dziecka. 
- Tu nie potrzeba żadnego doświadczenia Duff. - uśmiechnęła się, podniosła Lucy i położył mi ją na rękach. Była tak maleńka, leciutka i bezbronna.  
- Jest śliczna. - uśmiechnąłem się i pogłaskałem ją delikatnie po ciemnych włoskach. 
- Do twarzy Ci z dzieckiem. 
- Ej, za młody jestem, jeszcze nie teraz. - zaśmiałem się cicho. - Połóż ją już może, dajmy jej spać. - oddałem dziewczynkę Eve i wytarłem spocone dłonie w koszulkę. 
- Już po wszystkim, spokojnie. - poklepała mnie po ramieniu gdy wyszliśmy z pokoju. 
- Bałem się, że coś jej zrobię. - dziewczyna zaśmiała się i zeszliśmy na dół. Wyjąłem z lodówki piwo i usiadłem na kanapie obok siostry. 
- I jak wrażenia ? - spytała. 
- Zajebiście. - mruknąłem i wyjrzałem przez okno. - Ktoś przyjechał. 
- Cholerka. Bruce i mama wrócili. 
- Kurwa. - zakrztusiłem się piwem i oboje rzuciliśmy się do kuchni, by schować pozostałe puszki. Zawartość swoich wylaliśmy do zlewu, a resztę Carol włożyła z powrotem do lodówki. Dokładnie w tym samym momencie otworzyły się drzwi wejściowe. 
- No braciszku, będzie dobrze. - klepnęła mnie lekko w brzuch, a ja wziąłem głęboki oddech jednocześnie mocno się spinając. Carol wyszła z kuchni.
- Carol, zanieś tę siatkę do kuchni, dobrze ? - usłyszałem głos mamy.
- Jasne. Jak się czujesz ? 
- W porządku. Dlaczego pytasz ? 
- Po prostu. Właściwie... Właściwie to mam dla Ciebie niespodziankę. 
- Niespodziankę ? Jaką niespodziankę ? 
- Chodź do kuchni. - usłyszałem kroki i po chwili stała przede mną mama. Patrzyła na mnie swoimi ciemnymi oczyma, bez słowa podeszła do mnie i mocno przytuliła. Schyliłem się lekko i również ją objąłem. 
- Cześć mamo. - szepnąłem. 
- Synku... Michael... Na reszcie w domu. - uśmiechnęła się szeroko. 
- Przepraszam, że nie dzwoniłem. 
- Teraz ważne jest to, że znów jesteś z nami. - wyszliśmy do przedpokoju i wtedy do domu wszedł Bruce z dwoma ogromnymi siatkami. Widząc mnie upuścił je na podłogę. 
- Mike ?! Co Ty tu robisz ?!
- No cześć. - uśmiechnąłem się szeroko. - Mi też miło Cię widzieć. 
- Fajnie, że jesteś. - podszedł do mnie i uścisnął mnie. - Ale zdejmij te kowbojki, bo wyglądasz jak baba. - walną mnie w ramię. 
- Od moich kowbojek wara. - oddałem mu. - Swoją drogą, fajną masz córkę i narzeczoną. 
- No przecież wiem. - rzucił we mnie jedną siatką z zakupami, a drugą sam wziął. - Zanieś to do salonu. 
- Ok. - miałem już iść do wyznaczonego pomieszczenia ale odwróciłem się w stronę brata. - Czekaj, czekaj... Coś Ty zrobił z włosami, do cholery ?! 
- Nic. Trochę podciąłem. - zaśmiał się. - Nie chciałem wyglądać jak Ty, brudasie. 
- Ale, ale... Dlaczego ?! 
- Mike, ja już nie mam 21 lat. Zakładam rodzinę, chciałem się trochę ogarnąć. 
- Bo te 29 to rzeczywiście baaardzo dużo. - mruknąłem. 
- Młody, nie pyskuj. 
- Wiesz co ?! Je...
- Chłopcy, przestańcie się kłócić. - mama nie dała mi do kończyć mówić. - Widzicie się pierwszy raz od tak długiego czasu i od razu się kłócicie... 
- Z nim się inaczej nie da. - żachnąłem się. 
- I kto to mówi. - prychnął.
- Zachowujecie się jak dzieci.- westchnęła mama i usiadła na kanapie.

Michelle

- Co się tak gapisz przez to okno ? - spytała w przerwie między opróżnianiem puszek.
- Nie Twój interes. - mruknęłam i ponownie wyjrzałam przez okno. Obiecał, że przyjdzie. Ale kiedy ? Tego już nie raczył powiedzieć. Swoją drogą ciekawa jestem gdzie się zadomowi.
- Czekasz na kogoś ?
- Mówiłam, że nie Twój interes. - warknęłam i weszłam schodami na górę. Przechodząc obok pokoju mamy usłyszałam jęki. Sprowadziła pewnie kolejnego klienta. Dziwka. Poszłam do siebie i wtedy zadzwonił telefon.
- Halo ?
- Cześć mała. - usłyszałam w słuchawce głos Duff'a. - Bardzo Cię przepraszam, ale dzisiaj nie dam rady się z Tobą spotkać.
- Dlaczego ? Co się stało ?
- Nic, po prostu muszę trochę posiedzieć z rodziną.
- Z rodziną ? - zdziwiłam się.
- Tak. - po drugiej stronie słuchawki usłyszałam imię chłopaka wypowiadane przez jakąś kobietę. - Muszę kończyć. Do zobaczenia skarbie.
- Cześć. - rozłączyłam się, położyłam na łóżku i gapiłam się pustym wzrokiem w sufit. Jaka rodzina ? I co to była za kobieta ? Nie no, to przecież niemożliwe, żeby on... Nie, na pewno nie. A co jeśli ? W sumie to co ja, Michelle, mogę mu zaoferować ? Jestem zwykłą, zakochaną gówniarą. Nikim więcej. To byłoby normalne, gdyby Duff "poznał" dojrzalszą dziewczynę. - Cholera. - mruknęłam i podeszłam do okna. I co ja mam teraz ze sobą zrobić ?

5 dni później, Duff 

-Naprawdę musisz już iść ? - jęknęła gdy siedzieliśmy na ławce.
- No przecież Cię uprzedzałem. - mruknąłem obejmując ją ramieniem i wziąłem łyk piwa.
- Wiesz co Duff ? - gwałtownie się wyprostowała i spojrzała mi w oczy. - Ja to mam wrażenie, że Ty wcale nie zostałeś tutaj dla mnie tylko dla tej swojej rodzinki.
- O co Ci chodzi ? - odstawiłem puszkę i również się wyprostowałem.
- No jak o co ? Obiecałeś, że zostaniesz dla mnie; że będziemy mieć czas dla siebie.
- No to przecież spędzam z Tobą czas, prawda ?
- Serio ? No Ty chyba sobie żartujesz ! Ile czasu spędzasz ze mną, a ile ze swoją rodzinką ? No ile ?!
- Aaa, o to Ci chodzi. - zacisnąłem szczękę i wstałem z ławki. - Jesteś zazdrosna o moją rodzinę, tak ?
- No ale sam zobacz ! - jęknęła i złapała mnie za rękę.
- Nie widziałem się z nimi ponad rok. Ponad rok, rozumiesz ?! - wyrwałem dłoń z uścisku. - Czego Ty oczekujesz ? - spytałem już spokojniej.
- Żebyśmy spędzali razem czas. - powiedziała stanowczo i wstała. - Tak właśnie zazwyczaj zachowują się pary. Więc jak... Wolisz być ze mną czy z rodziną ?
- Co ?! - wrzasnąłem. - Nie, nie wierzę ! Teraz każesz mi wybierać między Tobą a... No chyba sobie ze mnie jaja robisz !
- A wyglądam jakbym żartowała ?!
- Ok, sama tego chciałaś ! - wysyczałem przez zęby i podniosłem puszkę z ziemi. - Rodzina jest dla mnie ważniejsza.
- Czyli co ? Olewasz mnie ? Myślałam, że mnie kochasz ! - krzyknęła.
- Bo tak było ! Tak było dopóki nie zaczęły się te Twoje dziwne zachcianki. - pociągnąłem nosem i spojrzałem jej w oczy. - Wiesz, zakochałem się w tej starej Michelle. - odwróciłem się i szybkim krokiem ruszyłem przed siebie.
- Duff ! Wracaj tu ! Nie skończyłam z Tobą ! - podbiegła do mnie i zagrodziła mi drogę.
- Co jeszcze ?
- Nic. Tylko tyle, że jesteś chujem. I Twoi koledzy mięli rację - nie potrafisz być w związku. - wysyczała ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy.
- Już ? Skończyłaś ? - spojrzałem na nią przymrużonymi oczami i minąłem ją.
- Miłego dnia skarbie ! - rzuciła pogardliwie. Zakląłem cicho pod nosem.

2 dni później, Amy

- Ale... Czekaj, spokojnie !... Jesteś pewna?... Kurna, to lipa... Dobra, zadzwonię jutro... Do zobaczenia. - odłożyłam słuchawkę i usiadłam pod ścianą. Przecież... Nie, coś tu jest nie tak. Że niby Duff się tak zachował ? Nie, nie wierze w to. Za bardzo mu zależało. Chyba... Chyba, że Michelle coś kręci.
- Co jest ? - Izzy spojrzał na mnie z góry i podał mi rękę.
- Nic. Właściwie, to... - nie zdążyłam do kończyć bo rozległ się dźwięk dzwoniącego telefonu. Szybko podniosłam słuchawkę.
- Halo ?
- Cześć Amy. - powiedział smętnie.
- Duff... - szepnęłam.
- Pogadamy o tym później. - przerwał mi. - Powiedz chłopakom, że wieczorem będę. Do zobaczenia.
- Na razie. - rozłączyłam się i spojrzałam na Stradlin'a.
- Co, Duff się stęsknił ? - spytał ironicznie.
- Za parę godzin będzie w domu. - chłopak zachłysnął się piwem.
- Pierdolisz !
- Nie. Powiedz reszcie, ok ? - nie czekając na odpowiedź weszłam na górę do pokoju Slash'a, gdzie właściciel pomieszczenia grał na gitarze. Położyłam się na łóżku obok Slasha, który po chwili odłożył gitarę i położył się obok mnie obejmując mnie ręką.
- Co to za piosenka ? - spytałam wtulając się w niego.
- Jeszcze żadna. - pocałował mnie w czoło. - Jak się czujesz ?
- Niezbyt dobrze.
- Dlaczego ?
- Duff przyleci za kilka godzin.
- Tak szybko ? - zdziwił się, a po chwili roześmiał. - Stęsknił się za nami.
- Niekoniecznie. - mruknęłam chcąc zakończyć ten temat.
- Dlaczego mam wrażenie, że wiesz coś o czym ja nie wiem ? - spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem. - Coś mu się stało ?
- Sam Ci o tym powie. - szepnęłam i wpiłam się w usta chłopaka. Slash zaczął błądzić rękoma po moim ciele i po kilkunastu minutach leżeliśmy na łóżku kompletnie nadzy oddychając ciężko.

5 godzin później 

- Witaj w domu Duff. - uśmiechnęłam się do stojącego w drzwiach chłopaka. Odwzajemnił uśmiech i przytulił mnie. Równie ciepło, choć nie aż tak czule, przywitali go pozostali Gunsi. Po wypiciu kilku litrów alkoholu w końcu padło pytanie, które nurtowało każdego.
- To co się właściwie stało, że wróciłeś ?
- Skończyły mi się cele pobytu tam. - mruknął popijając Jack'a.
- A co z Michelle ? - spytał palący kolejną paczkę papierosów Izzy.
- Nie jesteśmy razem.
- A nie mówiłem ? - zaskrzeczał Axl.
- Ale to nie moja wina.
- No jasne, oczywiście. - zironizował rudy. Duff chciał coś powiedzieć ale mu przerwałam.
- Jak do tego doszło ? - przez chwile nic nie mówił ale potem odetchnął ciężko.
- Znów kazała mi wybierać. Albo ona albo rodzina. Kurna, to już nie jest ta sama dziewczyna ! - wstał i roztrzaskał butelkę o ścianę. - Kochałem ją. Naprawdę ją kochałem ! A ona w ogóle nie liczyła się z moim zdaniem ! kiedyś była inna. Zupełnie inna ! Kurwa, mam dość ! - schował ręce w kieszenie i poszedł na górę. Siedzieliśmy w zupełnej ciszy przez kilka minut, potem chłopcy wrócili do picia i rozmawiania.
- Amy, gdzie uciekasz ? - zawołał za mną Steven, gdy chciałam wyjść z pokoju.
- No chyba ktoś powinien mu pomóc się jakoś pozbierać. - wskazałam ruchem głowy na górę domu.
- Kotku siadaj, bo dzisiaj to nie ma sensu. - Slash machnął na mnie ręką.
- Wszyscy wiemy, że masz takie dobre serce i chcesz wszystkim pomóc ale daj blondasowi odpocząć. - uśmiechnął się szeroko Axl.

Duff 

Gapiłem się w okno przypominając sobie wszystko. Nasze wspólne zdjęcia, pierwszy pocałunek, rozbieraną akcję... Nawet ten czas, gdy bałem się, że ją skrzywdzę. Właściwie cały czas się bałem. Teraz już sam nie wiem kto kogo skrzywdził. Najbardziej zabolała jej zmiana. To, że z cudownej, wymarzonej dziewczyny zmieniła się w taką sukę. Wszystko co piękne, kiedyś się kończy.
- Duff, jaki Ty byłeś głupi ! - mruknąłem sam do siebie i kopnąłem w ścianę. Wszystko zaczęło mnie irytować, nie wiedziałem co ze sobą zrobić.
- Pierdolę, idę na dziwki. - stwierdziłem i wyszedłem z domu przez okno. Bo też po co miałem przechodzić obok szczęśliwych, zadowolonych z życia pijaków ?
******

piątek, 15 listopada 2013

Rozdział 31

No, nareszcie coś nowego :P 
Przepraszam, że tak długo, ale ostatnio na nic nie mam czasu.
Poprawię się, obiecuję. Kiedyś... ;)))
Zapraszam do czytania.
******
Duff

- Wrócił ? - Amy wpadła zupełnie niespodziewanie do pokoju i rozejrzała się dookoła. 
- Że niby kto ? - spytałem głaszcząc po plecach leżącą na moich kolanach Michelle. 
- Slash oczywiście. Bo kogo innego mogłaby szukać Amy. - rzucił ze złośliwym uśmieszkiem Axl. 
- Nie mądrkuj się tak rudy siusiaku. - pokazała mu język. - To wrócił czy nie ? 
- No był, pytał o Ciebie i poszedł Cię szukać. - Michie usiadła obok mnie i poprawiła włosy. Pocałowałem ją w czubek głowy i usłyszałem jej cichy śmiech. 
- Nosz kurwa. - i już jej nie było. 
- Chodźmy na spacer, co ? - wstałem i podałem brunetce rękę. Uśmiechnęła się, szybko wstała i wyszliśmy. Spacerowaliśmy po ulicach Seattle i rozmawialiśmy. 
- Musisz wracać ? - spytała wlepiając we mnie smutne oczy. 
- Tak sądzę. - odgarnąłem jej z twarzy kosmyk włosów. 
- Nie mógłbyś zostać ? Ze mną ? 
- Michie... - westchnąłem. - Wiesz, że chciałbym, ale przecież mam zespół, nie mogę zostawić chłopaków na lodzie. 
- No tak, kumple są najważniejsi. - stwierdziła ironicznym tonem i usiadła na murku. 
- Oj no Michelle ! - kucnąłem przed nią opierając łokcie na jej kolanach. - Nie gniewaj się na mnie. - cmoknąłem ją w usta. - I nie każ mi wybierać między Tobą, a zespołem, ok ? 
- Przepraszam. Wiem, że są dla Ciebie ważni, ale...
- Ale ?
- Ale jakbyś doleciał do nich tydzień czy dwa później to chyba nic by się nie stało, co ?
- Właściwie... To nie jest taki zły pomysł. - dziewczyna uśmiechnęła się szeroko. - Ale muszę z nimi o tym pogadać.
- Duff, jesteś dorosły. Oni nie mogą dyktować Ci co masz robić. To Twoja decyzja.
- Wiem. - uśmiechnąłem się do niej. - Ale liczę się z ich zdaniem. Chodź, zjemy coś. - podałem jej rękę i ruszyliśmy w kierunku najlepszej naleśnikarni w mieście.

Slash

- Cholera, poczekaj no ! - odwróciłem się i zobaczyłem biegnącą w moim kierunku Amy.
- Gdzie Ty byłaś ? Szukam Cię chyba od godziny ! - ruszyłem w jej stronę.
- Zniknąłeś rano bez słowa, to co miałam robić ? Siedzieć na dupie i czekać aż szanowny pan Hudson raczy wrócić ?!
- Byłem rano na lotnisku po te cholerne bilety do L.A. i jeszcze źle ?!
- Mogłeś mnie obudzić, pojechałabym z Tobą ! Albo chociaż powiedzieć chłopakom ! - stałem z zaciśniętymi ustami i patrzyłem na nią.
- Dobra, nie kłóćmy się. Masz rację, mogłem Cię jakoś uprzedzić. - przyznałem jej rację, bo co innego mogłem zrobić ? Nie chciałem się z nią kłócić.
- Nie, przepraszam Cię. Nie powinnam była tak na Ciebie naskakiwać, przecież nie musisz mi się tłumaczyć z tego co robisz. Przepraszam. - uśmiechnąłem się lekko i przytuliłem ją. - Nie wiem co mi się stało ale mam ochotę kogoś zabić. - zaśmiała się nerwowo.
- Spokojnie. Mogę Ci pomóc się wyluzować. - zaśmiałem się i pocałowałem ją w szyję.
- No może nie teraz, co ? - uśmiechnęła się i odepchnęła mnie. - To gdzie się teraz wybierasz ?
- Teraz już nigdzie. Znalazłem to czego szukałem. - pocałowałem ją w policzek.
- W takim razie wracajmy do chłopaków, hm ?
- Jasne. - objąłem ją w talii i ruszyliśmy przed siebie.

15 minut później

- Ej, słuchajcie. Jest pewna sprawa. - siedzieliśmy wszyscy na podłodze, gdy do pokoju wparował blondas.
- Powoli Duff. Siądziesz z nami, napijesz się i opowiesz. - Steven chciał podać mu butelkę, lecz ten tylko pokręcił przecząco głową.
- Może potem. - mruknął.
- No to mów o co chodzi. - Izzy wypuścił z ust wielką chmurę dymu.
- No ten.. Chodzi o to, że... Ja zostanę w Seattle dłużej. Dolecę do Was za jakieś dwa tygodnie, może trzy.
- Czy Ciebie kurwa do reszty popierdoliło ? - zapytał bardzo spokojnie Axl, po dłuższej chwili ciszy.
- Po co Ty chcesz tutaj zostawać ? - spytałem.
- Powinieneś chyba spytać dla kogo... - rzucił ironicznie Stradlin.
- Izzy ma rację ? - Axl wstał i otrzepał spodnie.
- Tak, ma. - mruknął i uważnie przyglądał się rudemu.
- Mam rozumieć, że zostajesz tu dla tej małolaty ? Bo jesteś "szaleńczo zakochany" ?
- Rozum sobie co chcesz.
- I co, mamy wrócić i się opierdalać czekając, aż łaskawie przylecisz ?
- Przecież niczego Wam nie zabraniam ! - obaj w tym samym momencie zacisnęli szczęki. O tak, tylko kłótni teraz nam brakuje.
- Czyli olewasz nas i zespół, tak ?! Dla jednej dziewczyny, która jest kolejną dziwką do Twojej kolekcji ?!
- Kurwa, ile razy mam jeszcze powtarzać, że nie traktuję jej jak dziwki ?!
- Jeszcze zobaczymy. - mruknął pogardliwie Axl.
- Odpierdol się ode mnie, co ?! Chciałem z Wami spokojnie pogadać, ale widzę, że się nie da !
- Oj Duff... - jęknąłem.
- Ja już podjąłem decyzję. - przerwał mi.
- Wiesz, tylko żebyś tego później nie żałował.
- Przecież na moim miejscu zrobiłbyś to samo ! - chciałem coś powiedzieć, ale nie dał mi dojść do głosu i mówił dalej. - Co, nie zostałbyś gdyby na miejscu Michelle była Amy ?
- Duff, to trochę inna sprawa niż Ty i Michelle. - wtrąciła Amy. Duff zerknął na nią zbolałym wzrokiem.
- Chłopie, pomyśl ! Czy ona rzeczywiście jest tego warta ?! Ile Ty ją znasz ? Miesiąc ? Dwa ? Ta dziewczyna chce zatrzymać Cię dla siebie kosztem naszego zespołu, zrozum to ! - Izzy zgasił papierosa i spojrzał Duff'owi prosto w oczy.
- To tylko parę jebanych tygodni ! Ale dzięki kurwa, wielkie dzięki ! Jesteście zajebistymi kumplami ! - sięgnął po swoją torbę, wrzucił do niej szybko jakieś ciuchy i wyszedł trzaskając drzwiami. A my siedzieliśmy w ciszy patrząc się na siebie.
- Brawo chłopcy, brawo. - Amy wstała i podeszła do okna.
- O co Ci chodzi ? - zaskrzeczał Axl.
- Nie widzicie, że właśnie tracicie przyjaciela ?
- Pojebało go z tym zostawaniem i tyle. - burknął Izzy.
- Zamknij się Izzy. - rzuciła mu gniewne spojrzenie. - To nie jest powód, żeby od razu robić taką awanturę. - tym razem spojrzała na Axl'a.
- Teraz to nasza wina, tak ? - obruszył się rudy.
- Zawiódł się na Was i tyle. - mruknęła i skierowała się do wyjścia.
- Gdzie Ty idziesz ? - krzyknąłem i podszedłem do niej.
- Poszukać Duff'a. - spojrzała na mnie zawiedzionym wzrokiem i wyszła.
- Nosz kurwa. - mruknąłem i kopnąłem walającą się po podłodze puszkę.
- Niedługo obojgu im przejdzie. - Steven uśmiechnął się blado.
- Ona chyba miała rację. Zachowaliśmy się jak skurwiele tak na niego naskakując. - spojrzałem na Axla tak, jakby właśnie odkrył Amerykę. No co Ty Axl nie powiesz...
- Nadal jestem zdania, że Michelle robi to celowo.
- Izzy, aż tak jej nie lubisz ? Przecież się dogadywaliśmy w Los Angeles.
- Oj Popcorn, daj spokój.
- Może ona rzeczywiście coś kombinuje... - zamyślił się Axl.
- Dajcie jej spokój. Ja tam ją lubię. - Steven zakończył rozmowę, schylił się pod łóżko i wyciągną stamtąd kilka butelek. - To co, chcecie ?

Amy 

- Oj Duff, daj spokój ! Poczekaj no ! - musiałam podbiec żeby go dogonić. Złapałam go za ramię i stanęłam przed nim.
- Co chcesz ? - burknął.
- Nie bądź na nich zły.
- Jasne. - prychnął.
- Zobaczysz, zaraz im przejdzie ta paranoja z Michelle.
- Przestać ich bronić...
- Nie bronię ich. Trzymam Twoją stronę Duff. I masz rację, zachowali się jak chuje. - westchnęłam. Chłopak spojrzał mi w oczy.
- Wiesz co mnie boli najbardziej ? Że tak zareagowali ! Nie jak moim przyjaciele, ale jak zwykłe skurwysyny ! - cisną torbę na chodnik i kopnął ją.
- Wiem Duff, wiem. - szepnęłam i przytuliłam chłopaka. Oparł swoją brodę na mojej głowie.
- A Ty ?
- Co ja ? -mruknęłam.
- Co Ty o tym myślisz ?
- Że Michelle to chyba fajna dziewczyna, że skoro chcesz to powinieneś zostać i olać tych chlejusów. Zobaczysz, zaraz im przejdzie i zaczną za tobą tęsknić. - zaśmiałam się i poklepałam blondyna po ramieniu.
- Mówił Ci już ktoś kiedyś, że jesteś wspaniała ? - uśmiechnął się, a ja odpowiedziałam mu tylko cichym prychnięciem. - W każdym razie, pójdę już, ok ?
- Jasne, oczywiście. Do zobaczenia w domu. - przytuliłam go jeszcze raz i odprowadziłam go wzrokiem aż znikną za zakrętem. Bardzo powolnym krokiem ruszyłam w stronę powrotną. Chciałam jeszcze wziąć prysznic przed lotem.

4 godziny później, samolot gdzieś na trasie Seattle - Los Angeles

- Hej, co Ci jest skarbie ? - odgarnął mi włosy z twarzy i uniósł brodę tak, bym spojrzała na niego.
- Nic. Zastanawiam się jak to będzie.
- Ale... Co będzie ?
- No właśnie nad tym się zastanawiam. Co dalej z Wami, z nami... - uśmiechnęłam się lekko i pocałowałam go w usta.
- Co masz na myśli ? - spytał lekko zaniepokojony.
- No wiesz... Mógłbyś mi się oświadczyć, wzięlibyśmy ślub, zamieszkalibyśmy w domku z ogródkiem i mięli trójkę małych biegających Slashątek. - wybuchnęłam śmiechem widząc jego minę.
- Przestań. Myślałem, że mówisz serio. - udał obrażonego.
- Przepraszam. No nie gniewaj się. - wydęłam usta w podkówkę i usiłowałam zajrzeć mu w oczy, co przyczyniło się tylko do mojego upadku na kolana Slash'a. Zaczął mnie łaskotać, przez co spadłam na podłogę uderzając nogą Axl'a.
- Kurwa, sorki Axl. - jęknęłam próbując wstać.
- Ekhem. - obejrzałam się do tyłu i zobaczyłam stojącą nade mną stewardessę. - Proszę się uspokoić i wrócić na miejsce. Nie lecicie państwo sami.
- Przepraszam. - wgramoliłam się z powrotem na fotel.
- Uwaga. Proszę zapiąć pasy. Podchodzimy do lądowania. - ogłosił któryś z pilotów przez głośniki.
- Steven zapnij te pasy.
- No próbuję ! Coś się chyba zacięło. - jęknął. - Pomocy ! Ja umrę ! Nie chcę umierać, jestem za młody !
- Ogarnij się sieroto i powoli je zapnij.
- No nie mogę ! Slash, pomóż mi, błaaaaagam... - jęknął. Saul wychylił się do Stevena siedzącego przed nami, przyjrzał się pasom i sprawnie je zapiął. Steven odwrócił się i spojrzał na niego wielkimi oczami. - Ale... Jak Ty to...
- Normalnie debilu. Następnym razem nie naciskaj tego czerwonego przycisku, ok ? - zaśmiał się i oparł głowę na moim ramieniu. - Idiota, po prostu idiota. - szepnął.
- Ale za to jaki pocieszny. - zaśmiałam się cicho i pocałowałam Slash'a w czoło.

Duff

Siedziałem na ławce z torbą na kolanach i próbowałem sobie wszystko ułożyć. Przeanalizowałem sobie wszystko co się wydarzyło. Dałem się namówić Michelle na zostanie, pokłóciłem się z chłopakami i zostałem w rodzinnym mieście. Ok, ale co teraz ? Po pierwsze to chyba muszę sobie znaleźć jakieś lokum. U Michelle mieszkać przecież nie będę. Emily mnie nie lubi. A przynajmniej stawia mi bardzo wysoką poprzeczkę.  Tak czy inaczej odpada. Chyba, że odwiedziłbym rodziców. Powinni się ucieszyć, że syn w końcu ich odwiedza. Chociaż z drugiej strony pewnie są na mnie źli, że przez ponad rok nie dawałem znaków życia.
- No dobra McKagan, ruszaj się, nie masz całego dnia. - mruknąłem sam do siebie i ruszyłem w kierunku mojego dawnego domu. Dochodząc do dużego, białego domu zauważyłem stojącą przed nim blondynkę. Miała bardzo jasne włosy sięgające do pasa, szczupła, duż... Zaraz, zaraz !
- Carol ! - krzyknąłem w stronę dziewczyny i przeskoczyłem przez niski płot.
- Michael ?! - patrzyła na mnie wielkimi oczyma. Zacząłem się śmiać, położyłem torbę na trawie i mocno ją przytuliłem. - Fajnie wiedzieć, że jednak żyjesz. - rzuciła ironicznie jak to miała w zwyczaju.
- Jakoś nie było wcześniej okazji. - zacząłem kopać czubkiem kowbojka dołek w ziemi. - Nadal mieszkasz z rodzicami ?
- Tak, wiesz, chcę trochę pomóc mamie i Bruce'owi.
- Co z mamą ?
- Jest ok, po prostu chcę ją trochę odciążyć. Wiesz, zwaliły jej się kolejne 3 osoby na głowę... - mruknęła.
- Czekaj, czekaj... A Bruce ? Stało mu się coś ? - zaniepokoiłem się. Bruce'owi nigdy nic się nie działo, ze wszystkim sobie zawsze radził...
- Nooo. - spojrzała na mnie jakbym był z innej planety. - Ach, no tak ! Przecież Ty o niczym nie wiesz... - walnęła się w czoło i spojrzała mi w oczy. - Bruce został tatusiem.
******
A to tak w gratisie :))) 
Carol McKagan - starsza o dwa lata siostra Duff'a